Tłumaczenia

Moje wiersze w tłumaczeniu Anny Marii Mazur (Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury) – język angielski:

Wszystko opiera się
na talentach

Nie martw się o wrześniowe premiery, liście
przemycają niecierpliwość. Wściekłość, jaką
się czuje upodobanie w słońcu, złotym dźwiękiem
wygłaszanym na wieży manichejskiej,

jest tu morze, kiedy na drabinę śpiewu wchodzimy:
my, którym słodycz dnia przenika do płuc.
Wyrazy uznania, ekspresje, dyskretne spotkania
z czytelnikiem, których udzielamy to

– ścisłe przepisy. Woda jest dziś stanem skupienia
szklanego strachu, grozy czasu, który staje
na rozkaz cywilnego rozdziału – Tak orzekłem,
a przecież nie olśniło mnie miasto, degradując

skalę nieszczęśliwych śmierci poetów, urazy
w imię Uniwersum, (wyrwanych chwastów. Zbiegłem
z miejsca przestępstwa, nie czując kolorytu
tej poezji). Wlany do butelek, opieram rękę

na walizkach, majacząc, tylko w drodze mając
stałe priorytety, (czytając poezję – nie wchodź
do piwnicy, płynny przecinku), – korzeń i liść
współdziałają, dąb przeżywa początek, mantra

zgubionych pokoleń. Gdzie leżą butle gliniane
win odpuszczonych? A dom nasz, to otwarte serce
Descartes’a, nienormalność sztuki budzi dziś
wątpliwości, (wszystko opiera się na

talentach).

Everything is based
on talents

Don’t you worry about the September premiers, the leaves
are smuggling impatience. The rage, that
is felt with fancy in the sun, the golden sound
enounced from the Manichean tower,

here is the sea, when we’re climbing up the ladder of singing:
we, who are having the day sweetness penetrating into our lungs.
The congratulations, the expressions, the discreet meetings
with a reader, which are given by us are

– the strict rules. Today, the water is the state of aggregation of
the glass fear, the horror of time, which appears
on the order of the civilian chapter – That’s what I’ve stated,
and after all the city didn’t dazzle me, degrading

the scale of poets’ unfortunate deaths, the grudges
in the name of the Universe, (the pulled out weeds. I escaped
from the crime scene, not feeling the coloration of
this poetry). Me, poured into the bottles, I’m putting my hand

on the suitcases, being delirious, only on the way having
the fixed priorities, (reading poetry – don’t go
into the basement, you floating comma), – a root and a leaf
are cooperating, an oak is surviving the beginning, the mantra

of the lost generations. Where are the clay flasks lying
the flasks of absolved whines? And our home, it is an open heart of
Descartes, today the abnormality of the art is giving rise to
doubts, (everything is based on

talents).

Wiosna w domu filozofa – Partytura

Próba rekonstrukcji wiersza, napisanego wiosną 2016 r. po lekturze
„Liryków Lozańskich” A. Mickiewicza

czuję twe słowo, i twoja opieka to moja teoria planet
na trzy kelwiny niewiadomego czasu, gdzie lot jaskółki
i sen borsuka mylne spojrzenie i sympatia na niebie
miłość wielkiego wozu – idę po pytanie?

– siedem gwiazd jest tak
charakterystyczne, że każda kultura wyrywana grubiaństwu
dostrzegała jakieś kształty, dosyć powrotów do rzeczy
bliskich wiatru, który dług płaci przodkom za listy wysłane

do przyszłości, czy rozumiesz wołanie traw?

gdzie homer i gajcy, nawet konstruktor wszechrzeczy
dający moc architektom świata wydalony przez wszystkie
kamienie puszczone z dymem kartoflisk

milczenie jest złotem próby tropikalnych owoców
allach i mahomet moc wyrazu…

rzewne myśli
z pozoru odważne z dniestru wyłowione i słowa,
które chciałbym użyć do opisu piękna łabędzia, wulkanem
dorzucić węgiel do ogniska i tajemnicę św. gabriela
rozwiać na wszystkie kontynenty, ja kamień milowy
padnę podczas zbierania owoców kwaśnych lecz uczonych,
przekroczę rzekę żalu by „balladę o placu teatralnym”

zamienić w aforyzm – in partibus śpiewa poeta
zamienić w aforyzm – in partibus śpiewa poeta
droga powrotu rozkopana

mszał tysiąclecia –
wybrałem dziś szlak na południe, śmiech mnie przytrzymał
a smutek przepędził, twoje ręce mieszały glinę i dolewały
wody po drodze przez kanion do masywu, ty albo hegezjasz
dla dobra ognia pachnie noc

poezja hebe puszcze zwiastują sztukę malarską
wiersze rubensowskiej formy ignoruję przezorne
opatrzności, to nie tryumfalny łuk, ani brama brandenburska
cierpki homunkulus oset i pokrzywa zardzewiałe niebo
w gardle zduszę nuty a w sobie surrealizm

przynależni do świata spekulacji wiodą rozmowy
ze słońca zachodem, polinezja słów wyciska zapach
z każdej pestki cienia bibliofila

The Spring in the philosopher’s home – the Score

The attempt of reconstruction of a poem written in Spring of 2016 after the reading of
Adam Mickiewicz’s “Lausanne Lyrics”

I feel your word, and your care is my theory of planets
on three Kelvins of the unknown time, where a swallow’s flight
and a badger’s sleep the mistaken look and the fondness on the sky
the love of the big dipper – am I going for a question?

– those seven stars are so
distinctive, that every culture pulled out from boorishness
has noticed some shapes, enough with the returns to the things
close to the wind, that pays the debt to the ancestors for the letters sent

to the future, do you understand the calling of the grasses?

where homer and gajcy, even the constructor of all-thing
giving the power to the architects of the world was expelled by all
the stones gone up with the smoke of potato fields

silence is gold with fineness of tropical fruits
allah and muhammad the power of expression…

doleful thoughts
apparently brave fished out from dniester and words,
that I would like to use to describe the beauty of a swan, with a volcano
to throw in some coal to a bonfire and st. gabriel’s secret
to scatter it on the all continents, me, a milestone,
I will fall during collecting of sour but wise fruits,
I will cross the river of grief for “the ballad of plac teatralny”

would be changed into an aphorism – in partibus a poet sings
would be changed into an aphorism – in partibus a poet sings
the way of return is dug up

the millennium missal –
today I’ve chosen the route to the south, laugh held me back
and sorrow drove me away, your hands were mixing clay and pouring out
more water on the way through the canyon to the massif, you or hegesias
for the fire’s own good the night is smelling

hebe’s poetry primeval forests herald the art of painting
the poems of the rubenesque form I ignore the cautious
providences, it’s not the triumphal arc, nor the brandenburg gate
a tart homunculus the thistle and the nettle the rusty sky
in my throat I will suppress the notes and in myself the surrealism

belonging to the world of speculations they’re conducting talks
with the sunset, polynesia of words is pressing out the scent
from every seed of the bibliophile’s shadow

Na podstawie „Dziennika z podróży ’85” Ryszarda Krynickiego

spektakl czas zacząć, jak idące pod górę stopy stawiając na gorącym piasku próbowano je
zetrzeć ostrymi kamieniami posiniaczyć winami zrzucanymi z pokolenia na pokolenie utopić
w ruchomych piaskach zamknąć zeszyt w tym miejscu i otworzyć dopiero na starość za
dwadzieścia pięć lat w innym miejscu i w innej okoliczności, a wiele nam zostało gwiazd

do odkrycia moglibyśmy nazwać je wszystkie heliocentrycznym słownikiem naszej sesji
nie pomylę się chyba, jeśli stwierdzę, że pod górę łatwiej jest zapodziać kilka kilogramów
lecz czy to odciąży nas z grzechu? który tak mocno trzyma się ludzkiej natury i z kwiatem
nazwanym orchidea zamieni drogę na stok po którym spłynie ostatnia łza wyrwana nauce

wiem, że twoim celem jest moje zbawienie daj mi tę ławkę niech odpocznę na bezlistnym
drzewie pomalowanym krwią z ran gorejących ciepłem wszechświata – wiem, wszystko
się rozszerza, a kwiat ścięty obumiera czerwone róże wyrosłe na betonie zapomną dziś akt
paktu o nieagresji na regularnej podstawie dałem ci swój ślad w postaci wiersza tak

nieludzko rosnącego w ustach, twoje siły są niewyczerpane spada nowa puenta na posadę
świata bruk wyścielony krwią zrozumiałem, że nie mam szans cofnąć się tylko biec przed
siebie jak rozszerza się kosmos a może ktoś zgasi światło – a z moich słodkich okrągłych zdań
łagodnie zaokrąglonych przecinków sączy się jad

On the basis of Ryszard Krynicki’s “The Diary from the Journey ’85”

it’s time to start the spectacle, like the feet going uphill putting them on the hot sand it was tried to
rub them off with the sharp stones to bruise them with the blames thrown from generation to generation to drown them
in the quicksand to close the notebook in this place and open it for old age not until
twenty-five years later in some other place and in some other circumstances, and there are many stars left

to discover we could name them all with the heliocentric dictionary of our session
I guess I won’t be wrong, if I say that it is easier to get some kilograms lost going uphill
but if that will relieve us from the sin? which is holding on to the human nature and with a flower
called an orchid will change the way to the slope on which the last teardrop ripped away from science will flow down

I know that your goal is my salvation give me this bench let me rest on the leafless
tree painted with the blood from the wounds blazing with the world heat – I know, all
is expanding, and a cut flower withers the red roses that sprouted on the concrete today they will forget the act of
the non-aggression pact on the regular basis I gave you my mark in the form of a poem so

inhumanly growing inside the mouth, your strength is inexhaustible a new point is falling on the foundation
of the world the cobblestone spread with blood I understood, that I have no chance to retreat only to run ahead of
me like the cosmos is expanding and maybe someone will turn off the light – and from my sweet round sentences
from the gently rounded commas the venom is oozing out

© by Maksymilian Tchoń
© by Anna Maria Mazur

2017 – 2018

Moje wiersze w tłumaczeniu Joanny Kalinowskiej (Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury) –  język włoski:

(na dniach 2019)