Pisali o mnie

„Maksymilian, Tchoń Rezerwat znaków przestankowych, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2018”

Poezja Maksymiliana Tchonia przyciąga swoją wyrazistością. W jego twórczości odnaleźć można pełno innowacyjnych pomysłów. Stąd widać, że autor jest zaciekawiony współczesnym światem i nowinkami ze świata przyrody i nie tylko. Tchoń wciąga nas w głębię swojej wyobraźni, z której wyłapujemy senne Delfy, przeklęte pory roku, piękniejące twarze. Niemniej wydaje mi się, że poezja ze Rezerwatu powinna być bardziej skondensowana, zwarta i domknięta na odpowiedni kluczyk bez kodu. Kod jest tutaj nie potrzebny, bowiem ta poezja jest już i tak bardzo hermetyczna. Poeta nie stara się być na siłę otwarty dla ludzkiej społeczności. I dobrze. Nie każdy z poetów musi dać się lubić za otwartość. Szczelność, domykanie wierszy na osobiste pointy, na niedwuznaczne metafory sprawia wrażenie, że tak naprawdę,to ten świat nie chce, żeby ktoś wszedł do niego, zamieszkał tam na dłużej jak morfemy za morfemami, jak gołębie z białą chorągiewką, jak Człowiek Awangardy. Wydaje mi się, że te wiersze nie potrzebują tego klucza. Wydaje mi się, że są to dobre wiersze, po które należy sięgnąć w chwilach wolnych od pracy, smutku i dołujących myśli. Dlaczego? Dlatego, bo z pracy wychodzi się po to, żeby “złamać kodeks postępowania/ administracyjnego/ żeby wejść w temat do szpiku kości/” i żeby nie być ofiarą książki. W poezję Tchonia wchodzi się jak w przestrzeń filozoficzną, ale nie trzeba być filozofem, żeby zrozumieć wszystkie terminy filozoficzne, ucieczki do filozofii, żeby zrozumieć, że kamień to kamień, a Czarna Dziura to czarna dziura. Zachęcam zatem do przeczytania Rezerwatu znaków przestankowych ale z dużą dozą dystansu i cierpliwości do wszelkich nakreślonych tam symboli sofizmatycznych. Jest to dobra książka poetycka, którą polecam i uważam, że świat Tchonia nie ma w sobie nic do ukrycia.

22.07.2019

Autorka: Daria Dziedzic

*  *  *

„Silva verborum albo quasi-literaturoznawstwo poetyckie”

„Rezerwat znaków przestankowych” Maksymiliana Tchonia to swoista silva verborum, czyli gąszcz słów, w którym sąsiadują obok siebie różne formy literackie: tradycyjne wiersze z prozatorskimi mikroesejami czy felietonami, a także krótkimi notami.
Istnieje proza poetycka, uwolniona z rygorów nie tylko mowy wiązanej, ale w ogóle form stroficznych. Zarazem jednak, nie spełniając roli narracyjnej i będąc pozbawioną epickiego dystansu, służy wyłącznie ekspresji swojego podmiotu lirycznego. W przypadku tej uprawianej przez Tchonia paradoksalnie formę stroficzną przybierają niekiedy jej tytuły: „Idea nieobyczajnych zjadaczy chleba,/dążenia ku gwiazdom/oddam Ci dzisiaj, góro graniczna”.
Istnieje też dramat poetycki, w którym właściwie nie występuje akcja, a jego świat wypełnia gra nastrojów postaci lub projekcja przeżyć nadrzędnej instancji, tak zwanego ja dramatycznego.
Za sprawą Maksymiliana Tchonia i jego publikacji powstała nowa jakość – quasi-literaturoznawstwo poetyckie, niesłużące klasyfikacji formalnej omawianych utworów czy ich ocenie. Czytelnik niewiele dowie się z esejów poświęconych Arnoldowi Samsonowiczowi o ich przedmiocie, a więc poetyckiej twórczości tegoż, lecz przede wszystkim o autorze poświęconych mu wypowiedzi, który nie poddaje jego utworów opisowi i analizie zgodnie z przyjętymi wytycznymi metodologicznymi, ani interpretacji, lecz tworzy raczej ich własne poetyckie repliki czy analogony, niekiedy prawie niepostrzeżenie przechwytując do ich konstrukcji charakterystyczne dla tamtego środki wyrazu. Odwołuje się w tym względzie do techniki joyce’owskiego strumienia świadomości: „W dorobku intelektualnym nie mieści się etykieta zdrowego na geocentryczne, amoralne ciało umysłu, ale pokój ducha nieraz odosobnionego” („Człowiek Awangarda, o Arnoldzie Samsonowiczu cd.”).
Niektóre z tych tekstów przybierają formę poetyckich laudacji, możliwych do wykorzystania w razie przyznania Nike, Angelusa, Nobla lub anty-Nobla. Zresztą napomyka o tym w wierszu „Makulatura, dzieci – niweczą pomysły na przyszłość”, kiedy pisze „otrzymał nagrodę kapituły”. A w kolejnej zwrotce nie bez gorzkiej ironii konstatuje: „wiersze umierają samotnie w podręcznikach do języka polskiego”, albowiem uczynienie z autora klasyka za sprawą literackich wyróżnień oraz zesłanie jego utworów pomiędzy szkolne lektury to najlepszy sposób na artystyczne unieszkodliwienie, uśmiercenie jego twórczości.
Kiedy indziej noszą one znamiona bretonowskiego écriture automatique: „W małej perspektywie „trawy” to tylko chwilowa przyjemność, nadmierna plucha, jednak w kolejnych stopniach, stropach chmur mieści się archetyp poszukiwania i ciągłego dążenia do eudajmonii” („Zabawne jest hasać po trawach/wyrwanych porządkowi przy St. Mary”).
Jest to bardzo solipsystyczne pisarstwo, skupione przede wszystkim na sobie, własnych doznaniach, powstałych również pod wpływem obcowania z obcą twórczością. Na przykład Artura Międzyrzeckiego w „Rzeczy słowom się dziwią”. Stąd iluzoryczny charakter tak rozumianego świata poetyckiego przywołują obrazy rozlanego mleka na niebie („epilog”, „Jeżeli kiedyś zapytasz mnie/nieuleczalnie o pojęcie”) i fatamorgany („racja stanu”, „Żadne źródło,/szansa dla zmysłu obłędu”).
Więcej dyscypliny badawczej i krytycznej odnaleźć można w tekście poświęconym poezjom Ryszarda Krynickiego.
W znacznej mierze poetykę tego autora wyznacza uwrażliwienie na dźwięk. Stąd do jego ulubionych chwytów należy budowanie fraz z zestawień wyrazów bliskobrzmiących: „wirtuozerskim zamysłem i zmysłem” , „do klucza materii, maestrii” („O poezji Arnolda Samsonowicza słów kilka”), „winno się wino pić” („Pražský orloj, w piątek po 16, 2017 roku”), „zęby zaciskam, żeby”, „do „ziemi nieobojętnej”, nieobjętej”, na rozprawach w sadzie, sądzie” („Orzeczenie”), „oględne bezwzględne” („Barwa słów i koniec”), „wód, wśród” („Żadne źródło, szansa dla zmysłu obłędu”), „pozwiedzać, poodwiedzać” („Nocny Kraków”), niekiedy opartych na efekcie echa „kosmicznych stwierdzeń twierdzeń” („Urosłem do rangi Gwiazdy”).
Personifikuje sztukę jako kobietę, choć nie ma pewności „czy jest ładna, czy nosi buty na obcasach, czy trzyma w ręku pióro?” („Echo pierwszego płaczu śmiesznego człowieka”), a ambicją uprawiającego ją czyni bycie z poezją na ty („Złota myśl utopiona w kawie”), „by zamieszkać w zdaniu” („Orzeczenie”), „walczyć o siebie, nawet w szumie muszli?” („Jeżeli…”) i rzucać słowa na wiatr („Molowy wiatr”). Magiczną rolę w tym świecie odgrywa porzekadło: złote” („O poezji…”), mimiczne, które „znalazło swoje miejsce w świecie…?” („Jak Zachód prowadził wojnę ze Wschodem”), wreszcie będące przedmiotem wiersza o takim właśnie tytule.
Z kolei w innych, podobnie jak w przypadku cyklu obrazów René Magritte’a, występuje ostentacyjne rozmijanie się ich tytułów z zawartością przedstawieniową, albowiem nijak się one mają do przywołanych w nich treści – na przykład w nawiązującym do hidżry „Z Mekki do Medyny” próżno by poszukiwać odniesień historycznych czy orientalnych, przekornie natomiast pojawia się motyw chrześcijańskiego krzyża. Poeta nie stroni przy tym od gry pojęć: „nie narzuci mi materializmu, bo ten jest nad wyraz dialektyczny” („Żadne źródło,/szansa dla zmysłu obłędu”).
Obsesyjnie powraca w jego poezji motyw początku, przybierającego postać zerowej długości i szerokości geograficznej („cytat z listu”, „Syndrom sztokholmski”) lub bezwzględnego zera („epilog”).
Ważna rolę w świecie poetyckim tego autora odgrywa metaforyka sceniczna, złożona z wizji teatru „pięciu minut, które dostałem od losu” („Idea…”), „kosmicznego spektaklu, który odbywa się od kilkunastu miliardów lat” („Urosłem do rangi Gwiazdy”), scenopisu, który przygotował dla mnie tę historię” („Tęsknota widzialnych pejzaży. Krótki traktat wyrażony o marszrucie”), kurtyn, w tym żelaznej („Syndrom sztokholmski”, „epilog”) i suflera („Jeżeli…”).
Jeśli sztuka przetrwa próbę czasu, to „do zobaczenia w następnym życiu”, zdaje się autor wyrażać nieśmiałą nadzieję w konkluzji „cytatu z listu”…

Maksymilian Tchoń „Rezerwat znaków przestankowych”. Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2018.

Autor: Lesław Czapliński, Akant, 11 (271) 2018, s. 36

*   *   *

“Operacja Niebo” Marcina Kurcbucha całą swoją metaforyką i nowatorską myślą godna jest być w harmonii z takimi talentami jak Dominik Piotr Żyburtowicz, Jakobe Mansztajn, Sylwester Gołąb, Maksymilian Tchoń.

Autor: Arnold Samsonowicz

*  *  *

MIL

*  *  *

Rozgałęziony w poezję – o tomiku Maksymiliana Tchonia

Poeta, który uważa słowo za coś więcej niż tylko narzędzie, formę przekazu, staje się przewodnikiem literackim. Obraca każde słowo, głoskę, poddaje refleksji każdy wers. Zdaje sobie sprawę, że poezja uszyta jest z trudnego materiału, wymagającego wielokrotnego naszywania, przeszywania, ugładzania a czasami prucia. O procesie tworzenia, bycia poetą w czasach kiedy poezja wydaje się czymś elitarnym, zamkniętym, pisze Maksymilian Tchoń. Tarnowski poeta, eseista, twórca licznych tomików poezji (warto wymienić choćby: „W osierdzie” (2017); „Potępiony” (2016); „Ars poetica” (2015); „Niecierpliwy” (2013) przygląda się tworzeniu, pisaniu, próbując zobrazować wątpliwości poety, jego zagubienie ale i dialog z inspirującą literaturą. Jego najnowszy tomik poetycki „Femme. Parafraza z pamięci” (wydawnictwo Mamiko) to migawki codzienności przepuszczone przez pryzmat faktury wiersza, którego język zdaje się najlepiej opisywać emocje, poranki, pracę, wspomnienia, rutynę, obrazy przewijające się każdego dnia. I tak poeta staje się urzędnikiem w biurze „poezji zagubionej”, w którym słowa mieszają się ze sobą, rozbrzmiewają nagłówki gazet, urzędniczy język staje się poetycką ekspresją.

W jednym z wierszy „Parias – Kontrasty (Wariacje)” podmiot liryczny zestawia ze sobą dyktatora i prawdziwego poetę, opowiadając się za „bandą marginesu”, panującą nad słowami, wierną prawdzie. W tym utworze wybrzmiewa credo pisarskie poety, wierność słowu, wiara w jego wartościowanie i zmienianie człowieka. Dużo w wierszach Tchonia buntu przeciwko byle jakiej codzienności ale i kuszenia odbiorcy wizją powrotu do źródeł słowa, do dziecięcej wrażliwości. W utworach pojawiają się poetyccy guru autora „Potępionego”: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Zbigniew Herbert, Rafał Wojaczek, Ryszard Krynicki. Chciałoby się rzec – parnas polskiej poezji, więc nie dziwi fakt, że i u Tchonia pełno erudycji, literackiej przekory, plastycznych i metaforycznych komentarzy rzeczywistości.

Autor przygląda się pieczołowicie materii wiersza. W „Procesie tworzenia” jawi się ona jako kosmiczny byt. Stwarzanie słowa to demiurgiczne działanie, metafizyczne, echo początku świata, ludzkości, istnienia. W poetyckie obrazy wkradają się słowa-klucze, elementy świata poetyki, które mają opisać emocje człowieka – przenośnie, oksymorony, strofy, rymy. Ci bohaterowie lirycznych wyznań podmiotu, przeniesieni ze struktury wiersza, są niczym „dobrzy znajomi”, to przy ich pomocy poeta odciska kroki w literackim tworzywie. Maksymilian Tchoń równie uważnie przygląda się osobie poety, próbując odnaleźć w nim architekta słów, inicjatora dialogu o współczesności, jątrzyciela zadającego trudne pytania. Poeta w utworach tomiku Tchonia nieustannie za czymś podąża, upada i cierpi niczym Chrystus:

umrę na krzyżu

za wszystkich tańczących pod moimi wierszami

a świat dziwny i bestialski uniesie

mnie ponad skrzypce

(Do szybkiego powrotu namawiają mnie: rodzina i przyjaciele; s. 54).

„przybity z imienia i nazwiska

Do tytułu szykuję się do życia po śmierci”

(Po kolejnej próbie, s. 33)

Ten ruch, dynamiczność poety to poszukiwanie idealnej formy do opisania świata. Podmiot liryczny, bohater wierszy przyznaje, że jest szarym człowiekiem, identyfikującym się z „podwórkowymi menelami”, pijącymi wódkę i wyznającymi idee carpe diem. Poeta Tchonia ucieka od technologii, jest podejrzliwy, nieufny wobec otaczającej go rzeczywistości. W myślach podmiotu rozbrzmiewają echa piosenek, biblijnych cytatów, polifonicznych wierszy, frazesów powtarzanych przez rodziców. Tytułowa femme to być może poezja, niespokojna, wybredna, kusząca pisarza metaforami, przenośniami, ale i przecież momentami zaborcza, prowadząca twórcę na „krawędź kartki”. W tomiku wielokrotnie pojawia się motyw drzewa, gałęzi, korzeni, sam podmiot „objęty dwoma konarami” literatury i codzienności zdaje się splatać z poezją, jak roślina, w sposób naturalny, pierwotny, prawdziwy, bez jakiegokolwiek fałszu i masek.

Tarnowski poeta w tomiku „Femme. Parafraza z pamięci”, próbuje przede wszystkim naszkicować obraz współczesnego poety, być może po części siebie samego. W tym portrecie jest wiele tajemnicy, wątpliwości, upadków i wzlotów twórcy, zmagań z liryczną materią. Poetyckie światy Maksymiliana Tchonia to wędrówka po fakturze wiersza, przez którą można tłumaczyć rzeczywistość. W tych odbiciach odnajduje jednak więcej pytań niż odpowiedzi, zaułków, labiryntów, zwodniczych ścieżek, w których odbiorca po pierwszej lekturze może zostać uwięziony. W moim odczuciu w niektórych utworach zbyt dużo słów, sekwencji, które zbyt szybko przysłaniają sens utworu (choćby wiersze „Generale, Andromeda…” czy „Zaraz po urodzeniu nadano mi isbn”). Podobają mi się bardzo nawiązania i motywy dendrologiczne, które bardzo metaforycznie i szeroko obrazują poetyckie zmagania pisarza ze słowem i jego zanurzenie w literaturze, szczególnie obecne w wierszu „Objęty dwoma konarami”. Tomik Maksymiliana Tchonia uwrażliwia odbiorcę na słowo, na wielokrotność lektury, dialog z poezją. Nie brakuje poecie erudycji i kunsztownych reinterpretacji Mistrzów poezji. To wyjątkowa poezja, celebrująca moc słowa, jego pierwotną funkcję i rolę w kulturze człowieka.

Autorka: anonimowa, http://ksiazkojady.blogspot.com/2018/01/rozgaeziony-w-poezje-o-tomiku.html

*  *  *

TRUP W STROFIE CZYLI APOSTOLSTWO POEZJI

Kiedy poeta, Maksymilian Tchoń dowiedział się, że zamierzam napisać coś o jego tomiku, powiedział, abym się nie spieszył i dokładnie zrecenzował jego twórczość. Ale tu powstał problem: jak ja mam dokładnie, metodycznie i precyzyjnie opisać krytycznie jego poezję, jeśli ona robi na mnie wrażenie jakiegoś wichru, huraganu, szalonego pędu, który przynosi ze sobą raczej chaos i zamieszanie niż porządek, nadający się do sklasyfikowania.  Bo poezja Tchonia to burza młodości, zawrót głowy od piękna istnienia, poszukiwanie klucza do opisania swojego świata, odbytych podróży, zdarzeń z życiorysu i wrażeń oraz przemyśleń z lektur. Poezja Tchonia, to gorąca lawa wydobywająca się z wulkanu młodości.

Na przykład do Homera zwraca się bezceremonialnie: „Dziś, spacerując / w mojej sennej wizji po Central Parku Wiecznego Miasta / ze słuchawkami na uszach, buduję swą kanwę myśląc, że / mógłbym tutaj nabyć dom na starość. Wylewam się głosem / serca i roztropnością umysłu. Moje wnętrze osiąga poziom / powyżej nieograniczoności formy… Ty i ja na wieki (…).

I choć nie jestem takim jak Baudelaire, / to również chciałbym chodzić ulicami i myśleć, czy na jutro będę miał wiersz dla matki i kochanki. Dla chleba… Teraz / usiadłem i zadumałem się nieśmiało, a w moich oczach żywioł / deszczu pokrywa już Twoje rozmierzwione włosy…  teraz / widzę tylko tę postać i słyszę głos mówiący: „Eviva l’arte, / niech żyje sztuka, niech żyje życie, niech żyje!” adieu.”

Jest w tych wierszach niepohamowany zachwyt nad światem, prawie porównywalny do entuzjazmu Kazimierza Wierzyńskiego ze zbioru „Wiosna i Wino”, ale bardziej współczesny, nowoczesny, bardziej przypominające wiersze O’Hary. Jest także w tych wierszach pochwała młodości, siły, poszukiwanie własnego wyrazu, a także pewnego rodzaju bezceremonialność, jak w wierszu „Pieśni Prometeusza. Notatki z nocy (Szkic)”:

Jestem aktorem boiska, ja brukarz, frezer,
cieśla – dryblując pomiędzy okiem Boga a czeluścią
ziemskiej formy – dostępuję zaszczytu bycia
królewskim strzelcem. W bramy nieba, Boże w bramy
nieba, gdzieś pomiędzy Styksem a Polami
Elizejskimi leży mahoniowa szkatułka. Otwieram ją
niczym obrót o 360⁰. Przewrotka, nożycami trafiam w
gardło Boga – on podobno nie ma chrząstki Adama
a ja nieszczęśliwy w puszce Pandory a ja,
ja.

Odnajdziemy w tej poezji niepohamowany zachwyt nad światem, prawie porównywalny do entuzjazmu Stachury czy O’Hary. Wyobraźnia Tchonia jest nieokiełznana, nie uznaje żadnych tabu i nie ma granic. Potrafi urzekać i być zachwycająca jak sama młodość. Kusząca i pachnąca jak wiosenny bukiet kwiatów czy kiście bzu. Czytelnikowi poezji sprawia wiele radości i daje chwile, wytchnienia i podziwu. Wiele jego obrazów jest odkrywczych, nowych, samo swoich, choć można się dopatrzeć podobieństw z wieloma poetami. Czego i kogo w tych wierszach nie ma? Jest wszystko i wszyscy: pojawia się Miłosz, Herbert, Broniewski i Baudalaire, Krynicki, Stachura, Rymkiewicz,  Louis Armstrong i „Stawka większa niż życie”, a także amerykańscy raperzy. W utworach, jak w tyglu zmiksowanych, jest wiele wątków i dużo postaci ze światowej literatury, a wszystko pod sztandarem bezpretensjonalnej poezji, która prze naprzód, niczym nieposkromiona rzeka.  A zawarta w niej domieszka surrealizmu i swoistej fantazji, działa na czytelnika jak dobry trunek!

Poezja Tchonia to nieustający monolog, zachwyconego światem i samym swoim istnieniem, poety, ale przy tym pilnego studenta polonistyki, oczytanego erudyty, podróżnika i nienasyconego malarza słów. O sobie pisze nader trafnie: „Ja samoistna forma językowa / i niepoznana alegoria słów. Teraz wiem, to moja skóra / rumieńcem okryta, czująca pot”. Mamy tu więc zjednoczoną wyobraźnię, słowotwórstwo i fizyczność, doznaniowość, olśnienie zmysłowe, biorące górę nad chłodną refleksją krytyka chylącego „poradlone czoło”. Jest tu jakiś poryw energii, godny romantyków, walczących z klasykami. To tyle odnośnie tomiku „Ars poetica” (2015).

O Maksymilianie Tchonie można przeczytać na okładce jego zbiorku: „ urodzony w 1987 roku. Pochodzi z Tarnowa. Licencjat polonistyki UJ. Autor tomów Całkowite zaćmienie (2015), Http (2015), Niecierpliwy (2013) oraz tomiku Życie jak poemat (2012). Publikował również w „Aspiracjach” – almanachu literackim młodych, kajecie „Dziś będę poetą” oraz w Internecie na łamach Biura Literackiego i portalu www.poema.pl. Pasjonują go muzyka, sport, góry i dobra książka”.

Był także pomysłodawca Almanachu Literackiego Młodych Synekdocha (2015-2016).

W kolejnym zbiorku, pt. „Potępiony” (2016), Maksymilian Tchoń jest bardziej autotematyczny. Już w pierwszym wierszu „Poeci wyklęci” formułuje jakby program poetycki:

Zaogniony konflikt w poezji
sprzeczność interesów
ranny i trup w białej strofie
domaga się godnego

Odniesienia
otwarty na wszystkie fronty
żołnierz i poetica licencja
na wzór greckich kolumn

Jedni idą pod prąd drudzy
rzeźbią historię z prądem
zbiorowa histeria
matek

(…)”

Trup w białej strofie, jako krytyka epigonizmu i zatęchłej szafy? Czy pochwała tradycji? Być może jedno, może drugie, w każdym razie dowcipne i odważne. W zbiorze tym możemy przeczytać również programową rozmowę z przyjacielem poetą, Karolem Samselem, który prezentuje teorię „apostolstwa pisania”. Wydaje mi się, że Tchoń się z nią utożsamia, choć tego wyraźnie nie deklaruje. Oto odpowiedni cytat: „Co oznacza dla mnie apostolstwo pisania i czy dystans, który jest pomiędzy sferami poznania, czy poznawania coraz to nowszych technik pisania i uwrażliwienia na piękno – odnosi się do naszego codziennego życia i warunkuje przez to niemoc podmiotu lirycznego względem samego siebie (autora) demiurga, który jest tylko narzędziem w ręku inspiracji, a może sugestią myśli, które wyłącznie w bliskim związku z Bogiem mają szansę nabrać charakteru pełnoprawnego organizmu literatury?”

Nie podejmuje się teraz oceny tej intelektualnej propozycji, ideowo-literackiej, o której szerzej można przeczytać w książce Tchonia. W tym zbiorze znajdziemy też kilka narcystycznych, ale sympatycznych autoportretów poety, szukającego swojego miejsca we współczesnym świecie. Może najbardziej urocza jest ta z utworu „Intuicja (proza poetycka)”:

Ja fanatyk wersu, heretyk słowa, uwodziciel drukarskich
czcionek – stawiam dziś sobie tę tezę, czy patrząc na
efekt oddania ostatnich lat; otrzymam hałas papilarnych
dłoni na kartach mego życiorysu – zagości radość
i spowinowacona prawda? Leżąc obok chorego na raka

W sumie muszę powiedzieć, że propozycja poetycka Maksymiliana Tchonia jest bardzo ciekawa i obiecująca dla czytelników poezji. Zwłaszcza, iż rzadko się u nas zdarzają poeci mający ambicje intelektualne, a przy tym są obdarzeni talentem i inwencją słowotwórczą. Osobiście będę czekał na nowe tomiki Maksymiliana Tchonia z dużym zaciekawieniem i z nadzieją na kolejną porcję dobrej poezji. Szkoda, że nie został dostrzeżony przez krytykę, co ja staram się w tej chwili w pewnym sensie nadrobić.

Maksymilian Tchoń, Ars Poetica, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2015;

Maksymilian Tchoń, Potępiony, Nowy Świat, Warszawa 2016;

Autor: Zdzisław Antolski, https://www.poecipolscy.pl/polka/ksiazki-opisane/potepiony/

*  *  *

CZŁOWIEK-KSIĄŻKA

„Femme. Parafrazie z pamięci” większość wierszy mimowolnie, tematycznie zahacza o sam tekst, poetycką produkcję, akt twórczy, środowisko literackie, interpretacyjne procesy dokonujące się w głowach krytyków i czytelników, osadzenie w literackich strukturach, o samo wydawanie książek – ze zbitej masy myśli tworzy się przedmiot z papieru o nadanym numerze ISBN.

Biorąc pod uwagę wykształcenie autora (filologia polska) i jego płodność (prawie dziesięć książek w kilka lat) podobna autotematyczność, która skrzy się na większości stron tomiku, nie może dziwić. Maksymilian Tchoń zanurzony we własnym basenie z drinkiem w dłoni konstruuje swój świat. Nie są to próby dogodzenia odbiorcom poprzez podawanie im na talerzyku materiału do utożsamienia, obiektywnego piękna czy humorystycznych wstawek. Tchoń postanawia zwierzyć się poprzez wersy ze swojej manii, ze swojego mocnego wrośnięcia we wszystko to, co poetyckie. Zamiast życiowych marzeń, codzienności, planów, międzyludzkich kontaktów jest tylko nadanie, odbiór, części mowy, metafory, nowe kombinacje, poetyckie aktualności i ciągła chęć pisania inaczej i dla kogoś innego. Zamiast oddechu, układu krążenia, serca i skóry – obwoluta, strony, recenzje, cytaty, wyimki, nowe interpretacje, isbn’y. Podmiot liryczny zdaje sobie sprawę, że fechtuje prawie w próżni, nie dociera do milionów, ale mimo wszystko owładnięty tajemniczą kosmiczną energią musi uprawiać swoją poetycką orkę. Nie ma już żadnych alternatyw i złudzeń, wie tylko, niczym Gombrowicz, że „musi być pisarzem, nie może nie być pisarzem, już nic, oprócz literatury, nie może go zbawić, poza nią jest tylko godnym pogardy dziwakiem, cherlakiem, kimś zwichniętym i upokorzonym”.

Tu i ówdzie pojawiają się w tomiku inne rejestry. Mamy trochę boga, kraju, miłości, małych obserwacji, kolaży z cytatów, piosenek egzystencjalnych. „Femme” wydaje się ciekawsza w momentach cierpkich, trzeźwych ocen poetyckiej mitręgi, dekonstruując mity narosłe wobec literatury, wtedy gdy autor rozgrywa sam ze sobą partię szachów, aby odpowiedzieć na pytanie, czy produkcja poetycka ma jakikolwiek sens. Gdy siedzi zaś w czułości, emocjach i balladowych klimatach, tomik staje odrobinę gorszy, choć i tutaj zdarzają się ciekawe, nawiązujące do Herberta, konstatacje, takie jak ta, że w życiu pewną wartość mają tylko krótkie wzruszenia, a całą resztą zajmą się i tak „łobuzy od historii”.

Interesująca jest wielokrotna repetycja motywów kosmicznych, wtrętów o drzewach i nadużywanie słowa „pointa”, zapisywanego często jako „puenta”. W bardzo luźnej interpretacji na planie trójkąta moglibyśmy rozrysować kosmos jako jeden wierzchołek, z którego płynie natchnienie, drzewo jako materiał na kolejne tomiki oraz pointę/puentę, będące potrzebnym zakończeniem procesu. Jednak nawet pointy przez różny styl zapisu sugerują, że znaczenie, wartość, interpretacja rozpłyną się bardzo szybko i będę mogły stać po chwili w zupełnym do siebie przeciwieństwie.

Tchoń w swoim tomiku opowiada o specyficznym gatunku człowieka, który zrzeka się życia i zamieszkuje niczym insekt między stronami. Jeśli żeń-szeń to człowiek-korzeń, musiałoby istnieć także słowo z dalekich dialektów opisujące człowieka-książkę. „Femme. Parafraza z pamięci” rozpoczyna badania nad tym terminem i jego dokładną definicją.

Maksymilian Tchoń. Femme. Parafraza z pamięci. Nowa Ruda : Wydawnictwo MaMiKo, 2017

Andrzej Turo

*  *  *

GRAFIKA I FOTOGRAFIE TARNOWSKIEGO POETY

Kreatywne notowanie świata

 

„Na­leży każde­go dnia posłuchać krótkiej pieśni, przeczy­tać dob­ry wier­sz, zo­baczyć wspa­niały ob­raz i jeśli byłoby to możli­we – wy­powie­dzieć kil­ka rozsądnych słów.”

Autor: Johann Wolfgang von Goethe

 

Kiedy czytamy powyższe słowa jednego z najbardziej znanych twórców literatury niemieckiej przełomu XVIII i XIX wieku, pojawia się jednak pytanie  – w jaki sposób?. Na szczęście nie trzeba szukać daleko. Poszukiwania można zacząć przecież spokojnie od naszego tarnowskiego, przysłowiowego  „podwórka”, ponieważ, jak pisał Stanisław Jachowicz, „cudze chwalicie, swego nie znacie.”

Maksymilian Tchoń (Maracas) – artysta najbardziej znany jako poeta zajmuje się bowiem również, ostatnio coraz częściej, wykonywaniem grafiki artystycznej oraz fotografii, dając tym samym miłośnikom sztuki coraz więcej powodów do refleksji pośród prozy życia codziennego. Jego prace można podziwiać na nowo utworzonej stronie autorskiej:

https://maksymiliantchon.wordpress.com/ (tutaj zamieszczone są wszystkie grafiki; stąd także pobrać można większość zbiorów poetyckich tego autora w formie plików PDF)

oraz na portalu FB:

https://www.facebook.com/Maksymilian.Tchon.Poet/?fref=ts .

 

Ponadto w drugim numerze niezależnego pisma o profilu literacko-kulturalnym, którego Maksymilian Tchoń jest twórcą – „Synekdocha” Magazyn Literacki Młodych (2016) oraz w najnowszym tomiku jego autorstwa – „W osierdzie” (2017) ukazały się one również drukiem. Artysta ten zaprojektował poza tym także okładkę pierwszego oraz drugiego numeru zbioru – „Synekdocha” wraz z oryginalnym, nacechowanym rysem indywidualności, sposobem zapisu jego tytułu; który, dzięki temu zabiegowi właśnie, stał się także pewnego typu logiem pisma. Zamieszczone w numerze drugim tego zbioru fotografie oddają historyczny klimat Tarnowa, prezentując urokliwe zabytki  w pogodnym i pełnym ciepłych promieni słońca czasie w roku, kiedy to światło i cień stykają się ze sobą w najlepszy z możliwych sposób, oddając tym samym duszę fotografowanych zabytków oraz ich otoczenia. Natomiast w tomie – „W osierdzie” w dwóch spośród zaprezentowanych prac graficznych wykorzystane zostały zrobione w Pogórskiej Woli, gdzie artysta mieszka, zdjęcia krajobrazu w czasie zachodu słońca, a także jedna z wykonanych w Tarnowie fotografii, które również opublikowane zostały w piśmie – „Synekdocha”. Maksymilian Tchoń w zbiorze zatytułowanym – „W osierdzie” bowiem uatrakcyjnił swój literacki przekaz interesującymi grafikami w formie „cybernetycznie” stworzonych kolaży, a także pewnego rodzaju sentymentalnymi fotografiami-widokówkami własnego autorstwa. W efekcie końcowym bardzo interesującym i przykuwającym uwagę odbiorcy zabiegiem artystycznym stało się zamieszczenie na niektórych spośród nich staranie dobranych, kunsztownych, drobnych form literackich oraz, tworzących, wraz z przedstawianym zdjęciem, pewnego rodzaju fabułę, opisów. Bogata, zawarta w treści prac graficznych, symbolika idealnie współgra z tą zamieszczoną w prezentowanych w tomiku, zróżnicowanych tematycznie, wierszach. Uzupełnia je przy tym również treściowo w sposób tak trafny, jakiego mógł dokonać jedynie autor zarówno opublikowanych w książce wierszy, jak również kompozycji sztuki wizualnej… Symbole te dotyczą przede wszystkim Biblii, sacrum, historii, w tym historii sztuki, uczuć patriotycznych, życia codziennego – z jego blaskami oraz cieniami , a także polityki, czyli tematów, które poruszane są najczęściej w twórczości literackiej tego tarnowskiego poety. Stanowią one gustowny, obrazowy, abstrakcyjny przekaz w nienachlanie skonstruowanej onirycznej konwencji, który przywodzi mi na myśl ponadczasowe, surrealistyczne dzieła Salvadora Dali. Staną się one z pewnością z czasem ponadto również „materiałem” badań naukowych znawców symboliki artystycznej. Część z ogółu prac graficznych Maksymiliana Tchonia „wymyka się” jednak z ram formy kolażu oraz widokówki, będąc „grą” barw w światłocieniu albo – szkicami. Charakterystyczne w jego graficznych kompozycjach okazuje się również tworzenie przez autora wizualnych „ram” do części z nich, które, niejako automatycznie, stają się fragmentem całokształtu prezentowanej pracy.

Szata graficzna portalu poetyckiego

 

Warto w tym miejscu nadmienić poza tym, że Maksymilian Tchoń jest twórcą grafiki, jaka stanie się pewnego typu godłem portalu poetyckiego, którego działalność rozpocznie się w przyszłym miesiącu, czyli strony – Poemax.pl. Nota bene, autor publikuje obecnie na dwóch portalach literackich: Poema.pl oraz Liternet.pl. Niniejsza praca graficzna natomiast jest najbardziej reprezentacyjną z wszystkich z zakresu sztuki wizualnej, jaką ten interdyscyplinarny, wyjątkowo kreatywny, tarnowski artysta wykonał do tej pory i, co za tym idzie, to ona najbardziej zachęca do dalszego śledzenia jego działalności w zakresie sztuki „obrazowej” właśnie.

Autor: Justyna Babiarz

*  *  *

Kilka słów refleksji napisanych przez Panią Annę Morawiec zawartych w artykule Justyny Babiarz zatytułowanym “Literacka szarlotka”

„Artystą jest ten, kto z rozwiązania potrafi uczynić zagadkę.” Autor: Karl Kraus

Na koniec przekażę tutaj kilka przemyśleń pani Anny Morawiec. Będą stanowić one piękną, osobistą, a ponadto również, w pełni literacko dopracowaną, retrospektywną refleksję artystki na temat wieczorku poetyckiego – Czarny czwartek, dzięki której możemy dowiedzieć się nie tylko o wrażeniach, jakie pozostały w jej pamięci po tym spotkaniu ze Sztuką oraz jej twórcami; ale również o podejściu autorki do przeżywania kontaktu z „rewirem” metafizyki, jaki stanowi przecież Poezja:

„Rzadko bywam na wieczorach poetyckich – mam zbyt wiele obowiązków zawodowych i prywatnych,  a spotkanie z poezją jest przeżyciem intymnym.
Jechałam więc na Czarny Czwartek do Tarnowa i wiedziałam o nim jedynie tyle, że poezję Withkacego trochę znam, a teksty Maksymiliana usłyszę tam po raz pierwszy.
Teraz, kiedy zastanawiam się nad refleksją z wieczoru poetyckiego obu Panów, mogę śmiało powiedzieć, że:
tak, był to wieczór intymny i – przede wszystkim – bezpretensjonalny.
Rozmawiali oni ze sobą, czytali wiersze, odpowiadali na pytania z widowni i nie zauważyłam żadnej szpady, i ani jedna kropla krwi nie popłynęła po podłodze Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie, która nas gościła. Całość ciepło i uważnie poprowadził Zbigniew Mirosławski.
Czwartek okazał się jednak dniem w całkiem pogodnych barwach.
Wróciłam do domu z płytą i trzema książkami poetyckimi. Staram się je czytać powoli i dokładnie, ponieważ pośpiech rzadko chadza w parze z poezją.”

Autor: Anna Morawiec

*  *  *

POETYCKI POJEDYNEK DWÓCH DŻENTELMENÓW –

– MAKSYMILIANA TCHONIA

I WITHKACEGO ZABORNIAKA,

Czyli świeżość contra doświadczenie

 

Termin – „Czarny czwartek” od dziś nabiera całkowicie nowych, ponieważ również pozytywnych, znaczeń…

 

Pojawia się więc pytanie – dlaczego? Otóż: 9 lutego, 2017 roku w ostatni czwartek w Galerii Niebieskiej w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. J. Słowackiego w Tarnowie odbył się poetycki pojedynek Maksymiliana Tchonia oraz Withkacego – Witolda Zaborniaka nazwany przez liryków tych – Czarnym czwartkiem. Przywiódł on na myśl wspomnienie innej poetyckiej potyczki dwóch dżentelmenów, która odbyła się w tym samym miejscu na wiosnę 2015 roku pomiędzy Maksymilianem Tchoniem a znakomitym stołecznym twórcą i wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego – Karolem Samselem, jaka, przy okazji tego wieczorku właśnie, stała się jednym z poruszonych tego dnia ważnych dla środowiska artystycznego tematów. Na lutowym spotkaniu zgromadziło się również kameralne grono miłośników oraz twórców literatury (a jak wiadomo – Absens carens), w tym przybyłych spoza Tarnowa, jak na przykład – pani Anna Morawiec z Olesna – autorka tomiku poetyckiego pt. „Szarlotka czyli co się robi, żeby nie robić tego, co powinno się robić”, który zdobył główną nagrodę w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. B. Faca za 2015 rok. Wieczorek prowadził natomiast wieloletni pedagog, nauczyciel, a zarazem wybitny poeta naszej tarnowskiej ziemi – pan Zbigniew Mirosławski.

Warto podkreślić, że zarówno młody, utalentowany tarnowski liryk – Maksymilian Tchoń, jak również jego dojrzały rywal – Withkacy Zaborniak stworzyli wraz z panem Zbigniewem Mirosławskim klimat nie tylko prawdziwej „bitwy na wiersze oraz myśli”, ale, co równie w wypadku tego typu spotkań ważne, zadumy, refleksji i pochylenia się nad sprawami istotnymi dla większości ludzi. Czytali swoje utwory z promowanych tego dnia, tomików, czyli z książki Maksymiliana Tchonia zatytułowanej – „W osierdzie” oraz ze zbioru Witolda Zaborniaka o tytule – „Chiaroscuro”, rozmawiając zarazem z zebranymi gośćmi na temat całokształtu swojej intelektualnej, erudycyjnej wręcz, artystycznej działalności. Muszę nadmienić, że odbiorcy również bardzo przyczynili się do interesującego i ujmującego całokształtu rodzącej się intelektualno-lirycznej atmosfery spotkania. W wytworzeniu metafizycznego ciepła zdecydowanie nie przeszkadzała jak widać nawet mroźna aura, która nie opuszczała naszego miasta już od kilku dni. Młodszy z pojedynkujących się liryków czytał również niektóre utwory ze swojego poprzedniego, także nacechowanego rysem indywidualności, tomu poetyckiego – „Potępiony”. Starszy z uczestników potyczki z kolei, na moją prośbę o przeczytanie wiersza swojego autorstwa, jaki przynosi odbiorcy nadzieję, zareagował z niekłamanym entuzjazmem. Withkacy odczytał wtedy swój utwór zatytułowany – „Najtrudniejsze są rozstania”, dedykując tę deklamację mnie. Tekst ten przywołał mi od razu na myśl obraz człowieka, który toczy wojnę ze swoimi lękami, a zostaje zachęcony do podjęcia realnej walki o siebie, o odzyskanie utraconych elementów swojego ja i poprawę trudnego losu. Czułam się szczerze wyróżniona i sądzę, że, dzięki otwartości pojedynkujących się liryków, każdy z zebranych gości miał okazję w trakcie tego wieczorku poczuć się w taki właśnie sposób…

Myślę, że poetycki pojedynek nie wniósł (a to zjawisko zdecydowanie stanowi jego plus!) żadnego nowego „wygranego” oraz „przegranego”, ale za to wzbogacił artystyczny „rewir” o dwóch kolejnych literackich sprzymierzeńców. Poezja ich autorstwa bowiem, której fragmenty zostały podane w wyszukanym stylu odbiorcom w Czarny czwartek właśnie, idealnie się przenikała, zanurzając się tym samym równoważnie w judeochrześcijańskiej i śródziemnomorskiej tradycji Pisma Świętego, w filozofii oraz w jakże bogatym i zacnym skarbcu ukochanej Polskiej Literatury. Maksymilian Tchoń – artysta i duma Tarnowa, którego dwa zbiory poetyckie – „Http” oraz „Ars poetica” zostały w 2016 roku zakwalifikowane do Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej oraz Withkacy Zaborniak – przykuwający uwagę znawców twórca Sztuki – poeta i muzyk – urodzony w Mielcu, który już w dorosłości odnalazł swoją drugą ojczyznę w Grecji, wspólnym wysiłkiem pokazali odbiorcy Sztukę Słowa; jaką znacznie więcej przecież – na zasadzie „wspólnego mianownika” – łączy aniżeli dzieli, zarówno w treści przekazu jak i w jej nietuzinkowej, kunsztownej formie.

Tryb literacki…

Słowa wstępu do obydwu zbiorów odwołują się w jakiś sposób do Doskonałego Oblicza Stwórcy i tych wielu innych, ludzkich, które próbują się do Niego upodobnić:

Maksymilian Tchoń, „W osierdzie” – „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia. Najpiękniejsze, co jest na świecie, to pogodne oblicze. Albert Einstein”

Withkacy Zaborniak, „Chiaroscuro” – „Każdy z nas jest swoim własnym chiaroscuro, własnym kawałkiem iluzji, który stara się przerobić w coś konkretnego, coś realnego na obraz tego, który go ukształtował.”

 

Najnowszy, wydany drukiem przez Wydawnictwo Adam Marszałek w Toruniu już w 2017 roku, zbiór Maksymiliana Tchonia zatytułowany – „W osierdzie” w bezpretensjonalny oraz nacechowany świeżością młodzieńczego spojrzenia sposób odsłania talent młodego twórcy, który swoje dzieła literackie uzupełnił tutaj niebanalnymi grafikami oraz fotografiami przyrody swojego autorstwa. Już sama okładka tomiku przykuwa uwagę, odwołując się do ogromu bogactwa abstrakcji twórczej autora. Uczynił tym sposobem przekaz swój bardziej przystępnym, „soczystym”, bogatym oraz interdyscyplinarnym, co zapewne niejako automatycznie przyciągnie w tym wypadku jeszcze szersze grono odbiorców tworzonej przez niego Sztuki. Zawarte w tomiku Maksymiliana Tchonia utwory dotyczą spraw tak ważnych jak miłość, sacrum, sens życia i metafizyka. – Tytułowe „osierdzie” ma przecież w naszej kulturze taką właśnie, niejako „duchową”, symbolikę. Może ono zostać na przykład przebite strzałą Kupidyna, osłania przecież „siedlisko” miłości, jakim jest serce. Ponadto utwory te traktują na temat życia codziennego w swojej głębi, nawiązują do Biblii oraz do obserwacji dotyczących świata polityki, a także nadziei, jakie żywi współczesny człowiek, ale żywił on je również już chyba od zarania dziejów. Serce i osierdzie bowiem się nie zmienia; nie ulega modom ani wpływom… Całość zbioru natomiast podana jest w wysublimowanej postaci niezwykle gustownych, dopracowanych w każdym szczególe, wierszy oraz starannie sporządzonych, oryginalnych grafik. Teksty natomiast występują zarówno w formie lekkiej oraz krótkiej literackiej miniatury, niczym oddech zachłannego czytelnika, jak i rozbudowanego, w swojej cięższej już konstrukcji, strumienia świadomości, który przyciąga odbiorcę rozbudowaną, „soczystą” frazą. Obydwie te techniki twórcze, podobnie jak podjęta przez autora tematyka, są już na ten moment w zdecydowany sposób jego znakiem rozpoznawczym. W miejscu tym pojawia się następujące pytanie. – A mianowicie: czy to wystarczy, żeby przyciągnąć na stałe pozyskanych już uprzednio, na przeciągu kilku lat publikowania swoich utworów, czytelników? Myślę, że bezsprzecznie tak. Kluczowe znaczenie ma w tym przypadku bowiem nie tylko w oczywisty sposób wyjątkowa jakość pióra Maksymiliana Tchonia; ale również, a może przede wszystkim, ukryta między przysłowiowymi „wierszami” (a w tym konkretnie wypadku należy raczej powiedzieć – „wersami”) tajemniczość, „czarodziejskość” przekazu oraz wymowy, która rodzi niedosyt i daje odbiorcy wrażenie, że znalazł się on w pełnym znaków oraz symboli lirycznym labiryncie, do którego kluczem jest ponowne czytanie tekstów tego autora, a także zapoznawanie się z coraz większą ich ilością… Nadmienię, że poeta ten tworzy wiele, a w dodatku – zawsze utwory z tak zwanej najwyższej półki, więc z pewnością dostarczy czytelnikom jeszcze niejednej uczty duchowej w postaci takich właśnie wydawniczych publikacji jak książka – „W osierdzie”.

Najnowszy zbiór Withkacego Zaborniaka, który został wydany drukiem w 2015 roku przez Fundację Duży Format w Warszawie nosi równie wymowny tytuł jak omawiany przeze mnie wcześniej tomik Maksymiliana Tchonia. Zatytułowany został on bowiem – „Chiaroscuro” i zgodnie ze swoją nazwą (a i zapewne zamierzeniem liryka) w metafizyczny sposób „oddziela” on swoją treścią światło tego świata oraz „tkwiącego” w jego strukturze człowieka od ciemności, ujmując i czarując tym samym czytelnika. Wziąwszy z kolei pod uwagę fakt, że autor jest również muzykiem, a więc artystą w wyraźny sposób „interdyscyplinarnym” i niezwykle wrażliwym na niuanse przekazu – nie może dziwić fakt, że w celu określenia swoich twórczych zamiarów wybrał on tak bardzo wymowny w swojej „obrazowości” termin. Natomiast świetnym wyrazem graficznym tego zamysłu jest już sama okładka tomiku…  Poeta kładzie ponadto nacisk na „kwestie” w życiu najważniejsze jakimi są miłość, przyjaźń, wiara w Boga, ludzka godność, niejako oddzielając tym samym ziarna od plew – to znaczy – od błahostek oraz od zła…. Twórca w świadomy sposób ucieka od ukazywania własnych emocji, które są ulotne i zmienne, na rzecz prawdy, która jest w stanie wyzwolić z kolei człowieka i pomóc mu dotrzeć do swoich właściwych i pełnych piękna celów. Wiersze autora zanurzone są tematycznie w Piśmie Świętym oraz, poprzez liczne nawiązania, stanowią pewnego rodzaju „pomost”, który w pewien metafizyczny, literacki sposób łączy wnioski artysty na temat życia z mądrością czerpaną przez niego właśnie z tych Świętych Księg. – Całościowo cel ten z kolei Withkacy Zaborniak uzyskał na drodze rozmyślań i przekazów tak prostych, że trafiających do czytelnika w sposób bezpośredni, emocjonalny, jak również zarazem intelektualny. Odbiorca czuje się bowiem częścią świata, który właśnie przedstawia mu za pomocą swoich utworów liryk. Natomiast efekt ten osiągnął autor, jako bardzo spostrzegawczy i przenikliwy twórca, używając swojego wyjątkowego poetyckiego kunsztu. Jego rys literacki jest z kolei przy tym w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu – prosty, a zarazem głęboko przemyślany w swojej symbolice oraz odwołaniach. Stanowi manifest poety wyzwolonego w swojej roztropności od banału, jakim zdominowany jest świat współczesnego człowieka. A ponadto – artysty dojrzałego przy tym w swoich literackich wyborach i pewnego swoich racji w podejmowanych technikach przekazu, który doskonale wie jak operować słowem, żeby osiągnąć odpowiedni odbiór; jak również łączy poza tym w swoim wnętrzu unikatową perspektywę swoich dwóch przepełnionych romantycznym duchem europejskich ojczyzn. Jeśli kiedykolwiek miałabym wątpliwości na temat tego czy warto pisać, tworzyć i w jakiś sposób dzielić się tym wszystkim ze światem, sięgnęłabym po zbiór „Chiaroscuro”, ponieważ już w tym momencie, jako czytelnik i zarazem artystka, wiem, że tomik ten stanowi jednoznaczną na to odpowiedź… Niech więc trwa piękne słowo, niech wciąż na nowo się budzi i wzrasta! Mam również nadzieję, że Witold – człowiek Sztuki i wyjątkowa osobowość – stanie się częstym gościem w naszym jakże pięknym i przepełnionym duchem historii, mieście.

Uzupełnieniem metafizycznej uczty stały się natomiast rozdawane przez Withkacego Zaborniaka, w formie jakże uroczych prezentów, płyty z nagraniami wyboru utworów z książki – „Chiaroscuro” w niezwykle adekwatnej do przekazu autora interpretacji laureata ogólnopolskich konkursów poetyckich, teatralnych i recytatorskich – pana Stacha Ożóga. Nagrania mają tło dźwiękowe, muzyczne, jakie w ekspresyjny i wymowny sposób oddaje literacki klimat prezentowanych wierszy.

Na koniec pragnę serdecznie zaprosić Państwa do lektury utworów Maksymiliana Tchonia oraz Withkacego Zaborniaka z promowanych w trakcie Czarnego czwartku zbiorów i – nie tylko… Można nabyć je u samych autorów oraz w publikujących je wydawnictwach.

Autor: Justyna Babiarz, http://www.tarnowskikurierkulturalny.pl/literatura/972-poetycki-pojedynek

*  *  *

POTĘPIONY

Promocja najnowszego zbioru Maksymiliana Tchonia

I mądre piątki w MBP w Tarnowie

 

„Starsze ode mnie twory nie istnieją,

Chyba wieczyste – a jam niepożyta!

Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją…

Na odrzwiach bramy ten się napis czyta”

Źródło: „Boska Komedia” Dante Alighieri.

 

Przytoczony przeze mnie, otwierający dwunasty już w bogatym dorobku, tomik tarnowskiego liryka – Maksymiliana Tchonia zatytułowany „Potępiony”, cytat i wrześniowe, pierwsze po wakacjach, spotkanie tarnowskiej Grupy Młodych Autorów łączy element pewnej wyrazistej refleksyjności.

Nasze zebranie odbyło się w ostatni piątek o godz. 16.00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. J. Słowackiego w Dziale dla Dzieci i Młodzieży. Jak zawsze prezentowaliśmy w jego trakcie swoje utwory literackie i toczyliśmy ciekawe rozmowy na ich temat.

Na planie pierwszym naszych rozważań znalazł się wyżej wymieniony, najnowszy, właśnie tego dnia promowany, zbiór Maksymiliana.

TARNOWSKI ARTYSTYCZNY ENTOURAGE

 

Atmosfera spotkania, które odbyło się w kameralnym gronie, była bardzo inspirująca. Zachęcała ponadto do otwartej dyskusji na temat publikowanej w tomiku poezji, którą mieliśmy przyjemność wspólnie się delektować. Każdy mógł podzielić się swoimi refleksjami i spostrzeżeniami, co zawsze sprzyja wewnętrznemu rozwojowi. Natomiast rozmowa z autorem i sobą nawzajem pokazała różne spojrzenia na lirykę, które okazały się w istotnej części przecież wspólne dla nas wszystkich. Zaintrygowała także do wnikliwej lektury tekstów zawartych w zbiorze oraz dalszych, własnych, twórczych poszukiwań.

W spotkaniu promocyjnym uczestniczyły bowiem interesujące osobowości tarnowskiego artystycznego entourage’u. – Ryszard Zaprzałka, Zbigniew Mirosławski i Monika Chytroś.

O POETACH PRZEKLĘTYCH I NIE TYLKO…

 

Już, powiązana z tytułem wydanego w tym miesiącu tomiku Maksymiliana Tchonia „Potępiony”, okładka przykuwa oko. Znajduje się na niej m. in. wymowna, nawiązująca do wizji piekła grafika, notka biograficzna autora i cytat z otwierającego zbiór utworu – Poeci wyklęci:

„Zaogniony konflikt w poezji

sprzeczność interesów

ranny i trup w białej strofie

domaga się godnego

odniesienia…”

Wydania tomiku natomiast podjęła się tak znamienita oficyna jak Nowy Świat. Egzemplarze można nabyć zamawiając je u samego autora i w … .

Wśród opublikowanych tekstów czytelnik odnajduje nie tylko poezję, ale również prozę poetycką, a także bardzo ciekawe i zróżnicowane, oryginalne w swojej formie dialogi na temat liryki prowadzone z innymi współczesnymi twórcami.  – Wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego i poetą – Karolem Samselem oraz Leszkiem Franciszkiem Rakiem – lirykiem mieszkającym obecnie w Tarnowie.

LICENTIA POETICA

 

Lektura zbioru przypomina natomiast surrealistyczną podróż po pięknym, choć oczywiście jednak zupełnie realnym, więc nie pozbawionym także ciemnych stron, świecie. Utwory zawarte w tomiku „Potępiony” bogate są bowiem w nawiązania do tematyki biblijnej, filozoficznej, historycznej oraz po prostu – życia codziennego. –

– I stoją, budując własną magię słowa (licentia poetica), w ugruntowanej opozycji do współczesnej pseudoliteratury, która obciążona jest balastem zbyt ciężkostrawnych dla konesera cech „szybkiej przekąski”.

Autor stosuje tutaj chociażby charakterystyczną dla swojego pióra technikę strumienia świadomości (*), w bardzo interesujący sposób dzieląc przy tym zróżnicowanej objętości utwory na strofoidy. Maksymilian operuje również nieco zaskakującym zastosowaniem czcionek wewnątrz wierszy oraz znaków interpunkcyjnych i wielkości rozpoczynających wyrazy liter, przykuwając nie tylko oko odbiorcy, ale także – unikając wrażenia łatwości interpretacji prezentowanej treści.

WYŻYNY TWÓRCZEJ ABSTRAKCJI I KUNSZTU WARSZTATU

 

Summa summarum, poeta ten kreuje więc poezję intelektualną, wręcz – erudycyjną.

W swojej artystycznej działalności sięga śmiało zarówno do dzieł klasyków, romantyków, jak również inspiruje się tekstami twórców hip-hopu i oddaje własną, oryginalną, jedyną w swoim rodzaju myśl.

Wszystkie te literackie zabiegi wykonuje natomiast na wyżynach artystycznej abstrakcji, a także – kunsztu warsztatu.

W zawartych w zbiorze utworach wiele jest ciekawych, urwanych myśli oraz poetyckich wypowiedzi, a ponadto lirycznych, zróżnicowanych w swojej postaci, zwrotów do czytelnika. Mamy możliwość odnalezienia w nim poza tym, w szczególny sposób skonstruowanych, literackich, opisów przyrody, której częścią i epicentrum jest człowiek.

Tomik wzbogacony jest bardzo ciekawymi dialogami poetyckimi, nie tylko odbywającymi się miedzy lirykami na drodze pewnej wymiany doświadczeń, przekonań i artystycznej myśli, ale poza tym zawartymi wewnątrz utworów Maksymiliana.

Widzimy również przykuwające uwagę parafrazy, świadczące o zanurzeniu twórczości autora w dorobku wielkich artystów – poprzedników, jak na przykład Adam Mickiewicz.

Obecne są tu ponadto echa historii oraz literackie, wyraźne odbicie religijności liryka, którego dorobek umiejscawia go w gronie poetów chrześcijańskich.

Widoczna jest ponadto ogromna miłość do Poezji, która, poddana personifikacji, określana jest przymiotami kobiety – wybranki serca Rycerza oraz Trubadura; jak również zamiłowanie żywione do muzyki i – szerzej – sztuki.

Autor pisze o tworzeniu i o Poecie, określając jego miejsce w rzeczywistości kreacyjnej oraz, w rozpatrywanej całościowo, działalności artystycznej. Ustosunkowuje się więc także do własnej pracy literackiej. Swoją liryką udowadnia, że również współcześnie twórca, za pomocą swojego talentu i artystycznego wysiłku, powinien walczyć o lepszy świat.

Podejmuje poza tym piękną tematykę przyjaźni. W zbiorze pt. „Potępiony” widzimy więc stałe motywy obecne w twórczości Maksymiliana oraz zgłębianie bardzo ważnych dla większości z nas zagadnień.

WARSTWY ZNACZEŃ I TREŚCI

Między wierszami natomiast odczuwa się wiele zróżnicowanych emocji autora. Można powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z pewnego rodzaju poezją niedopowiedzianą, a także literaturą bardzo lirycznych i oryginalnych metafor czy poezją dialogu. Autor rozmawia bowiem z innymi twórcami, w tym również ze swoimi mistrzami, z czytelnikiem, z sobą samym i, co najważniejsze, z Bogiem – podejmując piękną, literacką, pełną przenośni modlitwę.

To wszystko razem wziąwszy stawia, pachnący wydawniczą świeżością, tomik pt. „Potępiony” wśród zbiorów godnych polecenia odbiorcom, którym zależy na lekturze intelektualnej i intrygującej – bogatej w ciekawą, zasługującą na wnikliwą analizę, symbolikę.

Do takiej książki wraca się nie tylko ze względu na możliwość czerpania przyjemności płynącej z obcowania z pięknym, misternie doszlifowanym językiem, ale również z powodu niedosytu coraz głębszych warstw znaczeń oraz treści.

(*) Temat ten przybliżyłam szczegółowo w artykule pt.: Technika Jamesa Joyce’a dzisiaj opublikowanym na stronie internetowej eGminy.eu – Bardzo Prywatny Portal Ludzi Ciekawych, a także w pierwszym numerze pisma „Synekdocha” Magazyn Literacki Młodych.

 

Autor: Justyna Babiarz, http://www.tarnowskikurierkulturalny.pl/literatura/873-potepiony-w-mbp

*  *  *

Gentelmani poezji? Wyjść na prostą….

Wczoraj o godz. 17.00 w Galerii Niebieskiej w Tarnowie odbyło się spotkanie literackie zatytułowane „Gentelmani poezji? Wyjść na Prostą”. Podczas wieczoru tarnowski liryk – Maksymiliana Tchoń [Maracas], promował swój najnowszy tomik pt. „Walkirie. Noc ciszy”; natomiast goszczący w naszym mieście warszawski poeta – Karol Samsel – swój najnowszy zbiór zatytułowany „Jonestown”.

Punktem wyjścia do dyskusji na temat literatury stało się zestawienie korespondującej ze sobą w pewnym sensie twórczości Maksymiliana Tchonia i Karola Samsela, jak również dotychczasowego dorobku intelektualno-artystycznego tych dwóch twórców z tradycją literacką. Dotyczyła ona więc także dzieł Norwida, Mickiewicza, Miłosza, Dostojewskiego, Kafki, Szymborskiej i innych znakomitych literackich ojców, patronów i zarazem historycznych „rozmówców”, przyjmując momentami dość burzliwy przebieg. Najistotniejsze jest jednak to, że ostatecznie zaowocowała ciekawymi spostrzeżeniami i wnioskami, a to wszystko dzięki ogromnej otwartości uczestników spotkania, zarówno dwóch autorów – dżentelmenów, prowadzącego spotkanie – Zbigniewa Mirosławskiego, jak również gości, wśród których znajdowali się także pasjonaci literatury oraz twórcy.

Wszystko co dobre szybko się kończy, a co najlepsze, zwykle pozostawia po sobie pewien niedosyt. – Tak samo stało się więc również w wypadku naszego spotkania z dwoma młodymi, gniewnymi i zarazem oddanymi tradycji literackiej oraz starannie przygotowanymi do prowadzenia bardzo zajmującej rozmowy na temat sztuki, filozofii, religii i kultury ze swoimi gośćmi poetami, jakimi są Maksymilian Tchoń i Karol Samsel. Pytanie, które według mnie należy zadać po zakończeniu takiego, iskrzącego przenikaniem się intelektualnych spostrzeżeń, wieczorku, brzmi czy tarnowskie życie kulturalne „potrzebuje” więcej tego typu kulturalnych wydarzeń? Moim skromnym zdaniem – zdecydowanie tak. Dynamika przebiegu tego rodzaju, intelektualnie kreatywnego w swoich skutkach, wieczorku literackiego przypomina coś na kształt akademickiej „burzy mózgów”, jakiej zwykle zbyt mało w dzisiejszych czasach nawet na uniwersytetach, które zamykają się często na „wolną” myśl nawet najlepszego studenta. Ponadto pozwala wymienić myśli ludziom w różnym wieku, z różnorodnym bagażem doświadczeń życiowych, czytelniczych czy również artystycznych i naukowych. Myślę, że odpowiedzią na nie jest także fakt, że już dzisiejszego dnia powstał wiersz Maksymiliana Tchonia pt. „Kamień filozoficzny” zadedykowany Karolowi Samselowi i udostępniony odbiorcom na FB w grupie otwartej – „Poezja Mickiewicza dziś. Miłośnicy klasyki w literaturze.” Mam nadzieję, że Karol Samsel zagości w Tarnowie jeszcze nie jeden raz, nie tylko po to, żeby zwiedzać to piękne, przepełnione duchem historii miasto, ale również po to, żeby razem z nami porozmawiać w otwarty sposób o sztuce i kulturze.

Autor: Justyna Babiarz

*  *  *

Recenzja Magazynu Literackiego Młodych „Synekdocha”

Przedstawiony do recenzji magazyn „Synekdocha” ma charakter czasopisma kulturalnego z wyraźnym wskazaniem tego elementu kultury, jakim jest twórczość literacka, co zaakcentowane jest już w warstwie nazewniczej, bowiem „Synekdocha” to (podaję za Słownikiem języka polskiego pod red. M. Szymczaka , tom III, s. 384) „rodzaj metonimii, figura stylistyczna polegająca na użyciu nazwy całości lub ogółu przedmiotów na oznaczenie części lub jednego przedmiotu (lub na odwrót)”. Uzupełnienie tytułu stanowi wyrażenie „Magazyn Literacki Młodych”, w czym zawarta jest funkcja zarówno nominatywna, jak też deskryptywna, czyli wprowadzająca  w treść pisma. Można mówić tutaj także o funkcji pragmatycznej, która polega na oddziaływaniu na odbiorcę. Strona tytułowa zawiera informację o składzie danego numeru ze wskazaniem na Autorów publikacji zamieszczanych w magazynie. Całość podzielona jest na cztery zasadnicze części: „Poezja”, „Proza”, „Grafika” oraz „Krytyka literacka”. Jest to podejście ze wszech miar słuszne, gdyż pokazuje szerokie spektrum założeń czasopisma ujmującego powiązania literatury ze światem sztuki wizualnej, co przekłada się na liczne fotografie prezentowane w poszczególnych numerach zamieszczane w dziale „Grafika”. Wszelkie nawiązania intertekstualne oraz aspekty metadyskursywne należy zawsze wartościować pozytywnie. Tak jednak, jak dostrzegam wyraźne zorientowania czasopisma na twórczość poetycką, tak trudno mi doszukać się (poza niewielkimi fragmentami) odwołań do  prozy. Istnieją co prawda krótkie opowiadania Autorów, ale zdecydowanie więcej miejsca poświęcono poezji. A przecież „Synekdocha” to „Magazyn Literacki”, co podkreślają sami Autorzy, zatem należałoby równomiernie potraktować zarówno poezję, jak też prozę. Czasopismo otwiera krótki wstęp w postaci tekstu lirycznego, następnie w dziale „Poezja” znajdują się teksty poszczególnych poetów pochodzące z opublikowanych tomików, co stanowi pozytywny i twórczy wkład Autorów w kształt magazynu.  Część zatytułowana „Proza”  wygląda podobnie, znajdują się tutaj krótkie formy, mające charakter opowiadań lub tzw. „prozy poetyckiej”. Taka budowa prezentuje się interesująco, jednakże uważam, iż obok tekstów autorskich powinny też znaleźć się krótkie komentarze do konkretnych wierszy lub utworów epickich. Owe komentarze mogłyby funkcjonować jako wprowadzenie we fragmenty twórczości zamieszczanej w czasopiśmie lub jako ich podsumowanie.

W dziale „Grafika” czytelnik znajduje prezentacje różnorodnych fotografii, które stanowią dobry i poznawczo interesujący fragment czasopisma. Magazyn zawiera również dział „Krytyka literacka”, w którym zamieszczono uwagi dotyczące wybranej twórczości artystycznej i trzeba przyznać, analizy przeprowadzone zostały w sposób prawidłowy. Od strony formalnej pismo prezentuje się poprawnie. Poziom językowy nie budzi zastrzeżeń, pozostawiam do przemyślenia pewne błędy literowe i niekonsekwencje w dzieleniu wyrazów przy przejściu do nowej linii. Jak już wcześniej wspomniałem, układ czasopisma jest wieloaspektowy, występują powiązania literatury z grafiką wizualną, co nadaje magazynowi zdecydowanie bardziej interesujący kształt. Przechodzę do konkluzji. Przedstawione uwagi krytyczne nie unieważniają wkładu pracy i twórczego zaangażowania Autorów, nie przekreślają w żaden sposób pozytywnych stron przedłożonego czasopisma. Poczynione przeze mnie spostrzeżenia i refleksje mają na celu zwrócenie uwagi na pewne aspekty opisu, które moim zdaniem wymagają przemyślenia, natomiast radykalnie nie umniejszają zasług Autorów czasopisma, którzy realizują cel, jakim jest konstruowanie magazynu kulturalnego ze szczególnym zaakcentowaniem twórczości literackiej. Można stwierdzić, że w świetle przyjętych założeń magazyn :”Synekdocha” realizuje cele pisma literackiego w zakresie czasopism o charakterze kulturalnym, spełnia wymogi stawiane tekstom dziennikarskim (w tym przypadku dziennikarsko-literackim), wnoszę zatem o jego przyjęcie i kontynuowanie pracy Autorów nad kolejnymi numerami magazynu.

Autor: Dr Paweł Czernek 

*  *  *

Na lekcji poezji u japońskich mistrzów haiku. O nowym tomie wierszy „Walkirie. Noc ciszy” Makymiliana Tchonia

Tom wierszy pt. „Walkirie. Noc ciszy” Maksymiliana Tchonia składa się z 89 krótkich wierszy, z których wiele przypomina japońskie haiku, niektóre zaś zbliżają się do aforyzmu. Jednakże książka Tchonia nie jest zbiorem haiku, ani aforyzmów jakie czasem ukazują się w Polsce w rozmaitych wydawnictwach, jest zbiorem poetyckim, w którym mamy także nieco dłuższe niż trzywersowe wiersze. Pamiętam wiersze Tchonia z wydanego również przez Mamiko tomu „http” w 2015 roku, które raczej nie dążyły do lapidarności wysłowienia i skrótu poetyckiego. Nowa książka pokazuje poetę zmagającego się z materią językową w nieco inny sposób niż dotychczas, tym razem wiersze wydają się mniej przegadane, nie epatują wielowymiarowymi metaforami, czy też nie ma w nich rozmachu narracyjnego. Twórczość Tchonia zmieniła się zarówno formalnie jak i treściowo – tym razem poeta dąży do skrótowości, próbuje zapisywać mikroobserwacje zamiast relacji z przechadzek po obcych miasta. Najczęściej są to obserwacje przyrodnicze, metafizyka nadal interesuje poetę, ale nie w takim wymiarze jak w poprzednich wierszach. Są także wiersze w tomiku Tchonia, które tylko formalnie przypominają haiku, ale treściowo bazują na skojarzeniach, czy metaforze, a obserwacje przyrodnicze nie są w nich istotne. W niektórych wierszach z „Walkirii” nadal ważną cechą jest egotyzm, czyli maksymalne skupienie się na sobie, które nieco przeszkadzało w „http” przede wszystkim wtedy, kiedy wdzierały się do wiersza patetyczne tony. Ciekawsze wiersze Tchonia z „Walkirii. Nocy ciszy” to właśnie wspomniane obserwacje przyrodnicze, w których poeta stał się uczniem japońskich poetów – Matsuo Basho, Kobayashiego Issy, czy Masaoki Shiki, którego haiku w tłumaczeniu Ryszarda Krynickiego stało się mottem tomu, a także krótkie wiersze skojarzeniowe, czy aforyzmy. Nie jestem wielkim znawcą haiku i nie mogę prześledzić wszystkich nawiązań Tchonia do japońskiej poezji, sygnalizuję po prostu jakimi torami potoczyły się dalsze losy poezji Tchonia.

Krótkie wiersze obserwacyjne budowane na kilku mikroobserwacjach jak wiersz „I” przypomina nieco poezję Marka Wawrzyńskiego, który od lat uprawia poezję mikroobserwacji. W wierszu Tchonia, mamy trzy wersy i trzy płaszczyzny: „kinkiet słońca / gołe niebo / perełka rosy na martwym policzku”. Najpierw dowiadujemy się o skojarzeniu słońca z kinkietem, czyli małą lampą np. w łazience nad umywalką, potem pojawia się obraz bezchmurnego nieba, czyli najdalszej z widzialnych przestrzeni i nagle słowo poetyckie Tchonia zatrzymuje na obrazie kropli rosy na jakimś „martwym policzku”. Wiersz po prostu w ciągu chwili, po przeczytaniu zaledwie 9 słów ukazuje nam wielopłaszczyznowość widzialnego świata, doświadczamy przestrzenności, która w kulturze Azji Wschodniej jest bardzo istotna. W wierszu „IV” mamy zapis marzenia, czy życzenia, a w trzecim wersie podmiot liryczny wspomina o „pra-przyczynie” i chciałby, żeby ona „miała usta / Janis Joplin”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wiersz to subtelny erotyk, marzenie o kobiecie, któraby miała usta niczym sławna piosenkarka ery hippisów z USA. Jednak ostatnie słowo, w ostatnim wersie dodaje do owego marzenia nieco filozofii – można domyślić się, że poeta marzy nie tyle o kobiecie co o rozwikłaniu dylematu, który trapi filozofów od wieków, co było przyczyną stworzenia świata, bo o tych faktach milczy nauka, a wszystko co wiemy to tylko hipotezy naukowe, albo dane wzięte z mitologii, czy religii. Wiersz „L” to znowu próba opisu, a raczej szkicu, gdyż jak na wiersz opisowy ów tekst jest zbyt zdawkowy, tym razem poeta opisuje rysunek, lub zdjęcie „drzewka bonsai” jako tapetę na ekranie komputera. Wg poety „schyłkiem dziejów” jest „japoński dom”. Trudno mi do końca zrozumieć poetę, bo słabo znam kulturę Japonii, ale być może poecie chodzi o potrzebę harmonii. W wierszu „XXXII” mamy ciekawy zabieg poetycki – „szron” wg podmiotu lirycznego jest oznaką roztapiania się nocy jakby rzeczywistość w poezji Tchonia była poddawana jakimś prawidłom magicznej fizyki. Takich obrazów jednak w poezji Tchonia nie jest zbyt wiele, ale dobrze, że są. W innych wierszach zauważamy motywy znane już z poprzedniego tomu wierszy – czyli sztuki i literatury jako despotyzmu i egotyzmu, samotności jako wyniku poszukiwań intelektualnych, w wierszach Tchonia także jest sporo odniesień do historii i kultury jak wcześniej. Mimo, że Tchoniowi daleko jeszcze do poziomu innego współczesnego pisarza pochodzącego z Tarnowa – Jacka Dukaja, to trzeba przyznać, że czas przeznaczony na lekturę nowego tomu „Walkirie. Noc ciszy” nie jest czasem straconym. Wiele wierszy w nim pomieszczonych bardziej mnie przekonuje niż wiersze z „http”.

Maksymilian Tchoń. Walkirie. Noc ciszy. Nowa Ruda : Mamiko, 2016.

Autor: Mateusz Wabik, Kwartalnik Literacki Wyspa, 3/2016

by Maracas