* * *

w obawie przed światem składam
dłonie rozkładam skrzydła

ja wierny tułacz towarzysz
iberyjskiej podróży kronikarz
dobrej swady
w ferworze trudu obudzony
z nieistnienia

obarczony skolonizowany
wendetą królewskich pokoleń
bo u nas skwar i słońce
wiecznie gorące

niczego bardziej nie pragnę
nie lękam
niczego bardziej pożądam
i czerwone kamienie które wołać będą
o zachód, który postawi kropkę

– prócz powinności z ran
twojego dobrego serca

bulwarów dzikich jeżyn
i owoców morza fiest
z cyrkonią na uchu i z bojaźnią
w garści pisaku zatańcz
dla mnie ostatni

raz ostatni taniec na usługach
wyżu niech spalę się

bo za złe mają mi moje kolumny: doryckie, jońskie i korynckie
przez które bije miłość
z ciszą włoskiego przedwieczoru
dystychem bliskości

i seksualności a temperament skrzydłem
złamanym jak Mirza i Pielgrzym
osnuje
mgłą wieczorną janczary
strachu

otworzę się mirem przed wschodem słońca,
zrodziła mgła parę słów do wiersza
ma miłości!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.