„Wyzuty z horyzontu” Czytaj mnie! O tomie Q.E.D. P. Jemioły zapowiedź przedpremierowa.

Idąc szlakami wzdłuż prawa i bezprawia, alei leniwie zarzuconej cumy w głębię codzienności, od delty twoich ud po ul słońca z którego wylatują sekundy żądlące i żądane, tego co daje wiarę ale i wznosi na gruzach jakąś twierdzę, którą niewoli mgła: Współczesności; na pograniczu wielu dziedzin kognitywistycznych, bo z dziecięcego głosu powstają rzeczy niebywałe, a wiatr trzyma na łańcuchu przywiązanie do tęsknoty za domem, osiedlają się słowa potoczne – jednak mieszczące znaczenia wytrawne. Modelowe i wierne przekładom, ale także te nie do przełożenia…

Wymowne są słowa autora:

„To żółte to może być rzepak albo mlecz, bo kocham
całą przyrodę, zaś taksonomią, jak ludźmi, spluwam do kubła.”
77

To dobrze skomponowana arteria.

Ułamek skracamy dzieląc licznik i mianownik –  w ciszy dorobku nocy i dorobku światła, o postawie nie raz negującej raz aprobującej, życiowy dylemat, suplikacje i wulgaryzmy rzucone na szalę, gdzie każdy dzień, każdy stosunek wielowymiarowego – tego prawa co we mnie i nade mną daje jakieś określenie, kategorię w której możemy zmieścić „ziemską dobę” i „elejską strzałę”, a ta być spowodowana alegorią pędu ‘ucieczki’, ‘pogoni’, w którym zmęczenie to tylko substytut tego co za chwilę, nadprzyrodzonego, albo po prostu wylanie łez miliony – predysponuje jak

differentia specifica

Harmonia jaka wyłania się z kształtującego się tomu jest pełna kruczków, haczyków wbitych we współczesny ton, narracyjne kwestie – nie koniecznie uniwersalne metodycznie – wiersza, o charakterze pewnego rodzaju sekwencji, detalu, bo jest to poezja detalu, ziarna, z którego wieczność, sen i smak świata są pewnego rodzaju szyfrem i rekordem.

Według mojego gustu: albo jednak otwarte na pluralizm rany z postrzelenia, na krawędzi wariactwa ale i pewnej powagi – świata matematycznego, bo tak określiłbym te wiersze – uporządkowane, ciekawe graficznie, binarne, o charakterze regularnym, nie raz językiem zahaczającym o styl hip-hopowy.

Ciekawe jest to, co przyjęte na wiarę, a to co udowodnione (Q.E.D. – tytuł zbioru), czy w panicznym tempie w jakim porusza się świat jest solidarność, kolektyw? Gdzie jest nazwa, a gdzie znaczenie?

Gdzie podwaliny (na całe szczęście) dowolny pejzaży serca to stan, w których troski i strapienia zastępuje wewnętrzny spokój, tutaj pojawia się pytanie, dla kogo dziś poezja? Dla wytrawnego czytelnika a może blokowego wyrostka…

To jednak jest pytanie bardziej dogłębne!

W wierszach Piotra Jemioły dominuje jakaś tęsknota ale zarazem elementarny kult życia, witalności i świadomości cielesności. Żar do słowa, gdzie odpowiednio zważone wykroczy poza granice tzw. poezji klasycznej, gdyż ta poezja na pewno taką nie jest.

Jest to poezja nowoczesna, odseparowana od archetypów czy etosów, jednak pełna symboli i parafrazując słowa jednego ze współczesnych poetów:

„Posłuszni jesteśmy w czekaniu jak zwierzę na powrót zza drzwi,
by obejrzeć gwiazdy i świat tysiąca porażek i miliona zwycięstw.”

Poezja konkretu ale tu w grę wchodzi ulotność, efemeryczność chwili. Kiedy to kochająca kobieta porzuca ciebie Autorze i wchodzi w relację z innym. Wydawałoby się wątpliwej opinii. A jednak są to dewaluujące się znaki i pierwszoplanowe znaczenia.

Na nową drogę i górę wchodząc już czujemy pewien odcisk.

„Bo byłam jak cień wymęczony, jednak źródłem do którego musimy wracać i to od ręki bez wahania, jak piorunem odprawa ze starego filmu kulminacją jest spełnienie.”

Ja identyfikuję się bardziej z poezją klasyczną, jednak czytelnik wykształcony, z bazą doświadczeń o których jest mowa w wierszach P. Jemioły, odsyła nas do manifestów: miejskiego, postępowego i turpistycznego, z moim „ja”, które rozdziera język i formę, tak aby zmienić swój asortyment: dłuto na pióro, a papier na cyfrowy kadr o eksperymentalnej klauzuli i technice, bo cały czas wciąż niewiele wiemy o literaturze…

Nie sposób zarzucić tej poezji braku treści i monologów hamletowskich. To sposób postrzegania człowieka w początkowych dekadach XXI wieku, kwestie – korelacją i więzią zastygającą we współczesnych konwenansach i normach współczesnego świata.

Jedynie to, czego „poczułem” troszeczkę za mało, to czysta liryka, owszem, jest w tych wierszach poetyckość, ale w pewnych momentach czuję, że można by ulirycznić pewne frazy i nadać im koloryt pasji, zataczając koło, gdzieś między Małgorzatą Hillar; a bystrym przejawem obserwacji i bezkompromisowości Miłosza, zabawy językiem Jemioły, jego kontinuum stylu np. Sadulskiego albo Koteji, które jest widoczne w poszukiwaniach własnego stanowiska.

Miłość, wiara, wątpliwości egzystencjalne, degradacja pewnych tradycyjnych wartości, zachwyt jako wyraz pochwały istnienia. Poeci żyjący na styku tysiącleci, a jest to esencjonalny, programowy – odczuwalny „weltszmerc”, po sposobie układania wersów i strof możemy stwierdzić, iż poeta miał spore tendencje do współczesnej ‘nadbudowy’ wiersza, ale powściągającej, zakorzenionej w normie literackiej, kolektywie uproszczonego i sprowadzonego do aktu fizjologicznego, potrzeby manewru świadomości ulepionej z gliny, jakby osobnej kultury języka. Ale to tylko tendencja.

Warto wspomnieć, że Piotr Jemioło publikował, m.in. w piśmie ‘Kontent’, gdzie jego wiersze były już opatrzone pewnego rodzaju komentarzem  krytycznym i dyskursem polemicznym.

W tej poezji etosy ciągle są przetransformowywane na istotę bytu i z powrotem. Ale literatura to ‘moment’, w którym są opisy pejzażu czy aktów ‘dobra’, miłości –  tutaj jest degradacja sumienia ale to początek nie da się ocenić twórczości przez pryzmat jednego dystychu, całość tworzy współczesny mit, a jego uzasadnieniem jest partykularny świat ale przejmująco hedonistyczny i pełen okultyzmu, bo taki spirytualizm też tutaj wyczuwam:

„Czy dżinn prędzej wylezie z niemej muszelki, czy flaszki?”
„ameryka na dragach wtargnęła do gabinetu dziekana”
„nigdy my, skoro chciały wtulać się w nasze / ptasie kości, sypiać z nami bez zobowiązań”
M. in. Literaturo

Ciekawe tytuły.

Żeby zamordować literaturę albo zostawić otwartą kartę i/lub pozostawić do naświetlenia, (gdyż jak wiemy biel nie przyjmuje promieni ale promień, który codziennie wstaje na nowo może wyznaczać swoje granice) trzeba układać piramidę w szum dźwięków miasta.

Wszystko należy do nocy, natomiast za dnia wszystko jest rzeczą najpierwszą, nie ma przesileń, nie ma równonocy, są tylko spekulacje.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.