Obudzony w środku dnia

rozbrzmiewają salwy – między zmydlonymi
uśmiechami na trzy czwarte pod bluesa, opary

 

prawdy zostają uchwycone obiektywnie
w obiektywie ostatni zamach na prezydenta
miał miejsce w szumie morskiej muszli

 

góry, w których ukrył się bóg wyszły miedzy
ludzi: panem zmęczenie na bagateli
powieszane rybie światełka.

 

ciśnienie zgniata fizjonomię – twarz
uśmiechnięta, twarz zmartwiona, bezstronna
nitka, która przeszywa

 

wołanie – wiarygodna jak osiem strof gołych

 

kości, więc ryczę: zaszum mi kraju obojem
stryja. gazety wypłowiałe,

 

a to co ocalało już toczy spisek, na rysunku
rzęsa wodna – sprawy miedzy tobą,
a mną. przebaczcie mi panny za które

 

nie wyszłem, ściany teatru na zbitych deskach,
bo nacieszyłem się już wszystkim
wiarą i nadzieją

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.