Mam małe źrenice

– pilnuj ognia, by nikt ci go nie skradł w ogniskach miast ogniska kultury
zarazy ogniska ciepła domowego na sercu radość pączkuje jak kij
nad paleniskiem, jak szczebel drabiny Jakuba
włożony w kanion wieku tysiącletnia tradycja wypełnia śródmieścia słońc nienazwanych
ulic i miejsc niebyłych, ludzi i skostniałe ideologie, gorejący krzak przemawia temperamentnie

 
– a on bezskutecznie patrzy w?
na wyjazd do ogrodów rajskich stróżuje maszyneria logiki totalnych
racji i doraźnych potrzeb ogień wywołany przez tajfun
– na pierwszy plan marginalni oponenci – przeciw poetom wydanym z zasady:
„format człowieka, mierzy się formatem książki”
słońce świeci, jak co rano nasyceni pierwsi ludzie błędem idealni

 
– nieposzlakowanie mylni, a tu dalej nic, „tylko dziwowisko”
waga nocy stawia weksle na papierach wariackich strof – na kartach nieprzetłumaczalnych
strofoid – prawd, chcę ciebie więcej: milczenie,
ani chwilo wieczna “trwaj” – kochany dramat rozegrał się na plaży, znów ktoś przepił słońce
nowe obudzi się z kacem,

 
– czarny patos wysuwa się twoje boskie stworzenie pod niebem jest pięknie
od westchnień

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.