Warto być

          Na naszym skamieniałym drewienku wyryty napis, w późnojesiennej zbóż, żniw
zadumie, ze zwyczajem pór roku w bólu niewinnie, nadziany na szpaler, z dzień dobry na
spoconej, buńczucznej twarzy – kocham cię dziś, w światłach poranka wszystko utracone,
jak raj z ziemi obiecanej, do którego dotrzeć można tylko na sposób tułającego się,
wyplutego Jonasza.

          Tam, gdzie w odległości morskiej dobra nadzieja i ufność skalistej
płaszczyzny – ubita prawdy droga; zwierz mi się a rozważę co zechcesz, nasze nienazwane
jeszcze słońce, wciąż świeci ku pokrzepieniu, wzbija się nad fale błękitu, w osłodzie,
na koniuszkach palców niedoścignionych marzeń w tej przerażającej nocy światy materii
i ruchu przybrały wygląd niepojętych wysepek życia i światła.

          – Tego to języka szukają na
próżno liście partykularnych zachodów. Spóźniony o jeden sen za daleko, maszerując
niebiańska gołębico – doprowadź mnie w didaskalia nieprzewertowanego dramatu, gdzie
podczas sztormu, na jakimkolwiek terenie, w obcojęzycznej zatoce mój nienazwany stróż
odbija się od dna, a do nas przemawiają koszyki z palmowych liści, przyodziane
szkarłatem zimy.

          Nie jestem linią przedłużającą się nieskończenie wstecz, dzikość natury wyrwała
mnie stronom świata, ale wiem, świt schodzi z ziemi, oczyma pytań, jak człowiek –
nie powinieneś ubiegać się o alibi.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.