“Słońce zaświeciło dziś mocniej, Alfo, Beto, Gammo” Do Arnolda Samsonowicza.

RNBW-92-2

                   

          Słońce zaświeciło dziś mocniej, ciszej, bardziej ortodoksyjnie. Roślina znalazła lukę w twórczości, którą może oddać gamom, a grają całą durową nerwowością wszystkie uliczne lalki, kociaki, kamienice. Różnica między nami to zaniechanie braw, strzyżenie głów nożycami sadów; dobór okularów minionej epoki, pozwala na projektowanie wyobrażeń najbardziej zwodniczych, bo ile mi dano dioptrii, kiedy pisałem plagiat z czterech pór roku? Najbardziej angażując się w jesień i lato, nic nie winne talerze rozstawione na stole czekają gości z innych skali. Dla mnie to dużo listów do ziemi wysłanych przez te kilkaset lat, o dziwo! Wybryk natury! Zauważonych, jak talent na trzy stopnie najwyższe wyniesiony na ołtarze, w czystej postaci rzekom skradziony – kropla Beskidu, drążąca spojówki, szybko, naturalnie nawilżając suchość paradygmatów, bo nie znamy ich nurtu, od źródła do ujścia są dwa słowa – a i tak łamią się gałązki pod ciężarem młodości. Kiedy cię kocham – znów powstaje Słońce, świt odebrany Bogu na dalsze przemycanie treści o neonie wojny, którą toczą niebo z zgryzioną ziemią, o podważonej o wielki krok dla ludzkości a mały dla człowieka, bo tu mamy rozumną Sosnę i zaczarowaną Lipę. Kiedy błądzisz po miastach, wartych tego, żeby się zgubić, na zgubę stworzyłeś tam siódmy dzień, Człowieku z końca frazy; nasz ból wynika z morza, które lubuje się w pianie. Ale pytam po raz wtóry: po co stworzyłeś nam siódmy dzień? – jeśli gra operuje na wszystkich polach szachownicy, zadając „Pat” wszystkim oponentom. Jesteś częścią horyzontu położoną po męsku na szafie, kiedy cierpienie skrywa w sobie gońca za najbardziej oczywistymi marzeniami. Mamy tę pewność wzburzenia oceanu… Mam kromkę chleba, mam do picia wodę czystą i możliwość schludności w ubiorze, podobny do ludzi w wątpliwości i słowach. O! Ceniony wietrze ukarz mi te zachody, ukarz południa, kiedy Słońce wtapia się w morze, nich opuszczę góry, chociaż raz! Niech zmarszczki pod oczami zdemaskują łgarzy. Ich natura wybierze tonację dla naszego bytu, a niebyt strąci ostatni długopis w przepaść. Bo żaden mi Paryż, Sztokholm, Rzym. Długa bajka oparta o brak synonimu rozbudzi nadzieję w nas, argumenty wierzących i niewierzących uznając za równorzędne. Jak otwarty całodobowo sklep z poezją do poduszki, muszlą znad oceanu, która wymaga celu. A imitacje zaćmień rozgonią pasterskie psy…

19 X 2018 – 12 XII 2018

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.