Zegar niekoniecznie dwudziestoczterogodzinny

to mój wrzesień, linijka wżera się w dłoń wyznaczając nowe kąty 
 w gmachu jeszcze nie wzniesionym. na łzach Eurypidesa, na dłoniach 
 zapracowanych mantrą, na etat kronikopisarzy druku 
 – na łzach tańczą oprawcy. 
 olimpijscy dżudocy, ‘łupieżcy grobów wznoszą kolejne mauzolea’ 
 w zdobyczach technologii, a cuda tworzą każdą dziedzinę. 
 – niech uśmiechnie się jeszcze raz słońce, niech wzejdzie tyłem wyklęty 
 świergot wróbla. w tym lesie jest pół-ciemno, pół-jasno 
 – nieprzekładalny 
 na język kapitan demonów i zesłanie, to te w tłumaczenia. 
 na gałęzi pokrytej szronem.
 antykwariaty świata? to was nawołuję dziś ja, 
 który utkwiłem w drodze do rosy ścielącej ranne pościele, 
 jak południowe słońce.
 rozbity bank miłości – waletem kier,
 ono rodzi się i umiera, zastyga i topnieje, mnoży się i zadyma,
 lecz kim jesteś geniuszu z pochodnią? do przyszłego roku
 sfatygowany.
 różnicą dzieląc owacje na dwoje. 
 jestem jedną nogą w nocy, drugą za dnia. 
 milczałem jak kamień dla tężyzny, przynęto śmierci wydana, 
 w takich żyłem czasach. drży we mnie wieczne pióro
 – koniec dymu z papierosów, przeczytałem wiele książek ale wcale im nie wierzę, 
 na mnie skończyła się mowa o poezji, 
 dla dyletantów kapeluszy z szerokim rondem,
 jak pamięć ścisła odbita w tafli jeziora, jako głodny wysłany w świat ku akceptacji 
 bezlistnego drzewa 
 deptam fale w skupieniu 
 – krzykiem gwiezdnej cierpliwości

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.