„Urosłem do rangi Gwiazdy”

        c2dfc052-25b8-4cc4-a4ca-789ad0dcf265

 

          A może by tak rozszerzyć nasze pole widzenia na oko kosmicznego spektaklu, który rozgrywa się najdłużej, bo od kilkunastu miliardów lat, w swojej obsadzie trzyma granice widzialnych rządków, po przecinku, domniemanych fraz, idiomów ewoluujących długo i bez pośpiechu w trzech rodzajach – tłem dla chóru, didaskaliami dla potomków Homera i Czerwonych Karłów – najliczniejszych we Wszechświecie, a niebo przecież jest dla wszystkich. Wytrawną paletą na drodze eliminacji, z narzuconą koniecznością wchłaniania słabych, szukam chwili toksyny w daniu najbardziej wytwornym. Szukam gatunku silniejszego od lęku przed nędzą i śmiercią – głosem sumienia, które pozwala otwierać się na nowe obszary, jeszcze odległe od finalnego efektu w postaci książki?
          Mój synu mur wali się tu na ziemi, ale w kosmosie nie ważne są prawa grawitacji – nieważkość broni cię przed upadkiem na rosnące ego boskich filozofów dla których przyczyną była woda, albo ogień, w każdym calu temperatura gra ważną rolę. Odpocznijmy od zera bezwzględnego, zajadłego plonu, brońmy wolności, która daje szansę indywidualizacji, a to przecież na jej kanwie opierały się dzieła pierwszych myślicieli. Burza kosmiczna, to coś więcej niż spotkanie z gniewem Boga, na Parnasie, a tu przecież gromadzą się książki, nagrody kapituły, semantyczne krytyki. Daj szansę grawitacji, chciałbym żeby ludzie zobaczyli sens w czytaniu imion od tyłu, jak nazwę „ambulans” – ten tytuł nie dany został raz na zawsze, serca, które płoną wymagają szybkiej interwencji, bo przecież życie ludzkie jest dobrem w sądzie najwyższej instancji.
         Didaskalia, komentarze, jak synonimy – słowa bliskie do gwiezdnych nazw, najczęściej nazwanych ku czci odkrywcy? Daj im szansę, może życie też zagości na łamach najdalszych planet, oddalonych od czasu do czasu w tendencjach kosmicznych stwierdzeń, twierdzeń, równań, bo w niezgłębionych równaniach miłości jest wszelki sens i praprzyczyna. Wolność daje szansę na bieg w stronę słońca, broń jej „zanim zgaśnie”. Może ty będziesz pierwszym ochrzczonym wujkiem tej planety, widzialną kropką w alfabecie, wnukiem ojca Galileusza, dziś kruszysz mur chcąc zamknąć książkę w sposób wewnętrzny, ale prywatne punkty widzenia zasłaniają pola do kreatywnego milczenia. Wedety wolą beż i żółć.
         Cały Kosmos milczy, w obawie przed Człowiekiem – instrumentalistą? Daj mu szansę, może gdzieś tam we wnykach Uniwersum odezwie się jakaś bystra, płomienista, gorejąca cywilizacja i jej żyjący duch. Jako wnuk Prometeusza w biegu proszę o iskrę, abyś zapisał krwią wiadomość, jak chleb wypieczony powszedni, którą już żadna ludzka ręka nie wymaże.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.