Tęsknota widzialnych pejzaży. Krótki traktat wyrażony o marszrucie

(Z cyklu – eseje)

 

Dla kogo jest przeznaczone „coś”, co wybiega poza ramy zwykłej percepcji? Ubiera się w formę i nadaje tło dla pełnego wyrazu? Czy jest coś w tym magicznego? Jakaś magiczna szychta, która porusza fale morza, niczym ptaki – dzieli je na pół i wskazuje szlak jesiennej ucieczki? Przed czym uciekamy i dlaczego, to kwestie poruszane przez humanistów od wieków… Czy zwykła podróż może mieć charakter pracy u podstaw? Narastającej dzień po dniu w naszej wyobraźni, czy wiedzie nas po zakątkach jeszcze nie odkrytych, albo spychanych gdzieś na granicę, która może rozniecić w nas pasję (do lotu, do nadziei, do życia wypełnionego ukochaniem), a tak ukryta, jakby chciała na zawsze zostać nieujawniona. Uwrażliwiać, wzbudzić empatię, czy zwykłą pieczołowitość. Poeci mówią: „słowo – słowo jest niczym żywioł, jeśli będziesz chciał go wzniecić – może pochłonąć”. Jednak czy życie poświęcone drugiej osobie, nie jest prawdziwym darem humanitaryzmu? Zaangażowanie poszczególnych bohaterów może mieć wpływ na los populacji. Lecąc przez morze ku przeznaczeniu szukam czasem wielkich rzeczy, ukrytych w słowach i myślach; biorę pod uwagę wszystkie pro i kontra, wiedząc, że prawdziwą siłą jest tylko siła dobra duszy i intelektu, docieram w głąb wyspy i na niej pozostaję, próbując określić własne warunki współżycia z przyrodą, gdyż jej piękno czerpie inspiracje, pozwala odnajdywać się w kolejnych kilometrach drogi, która niekiedy bywa tułaczką i pasją, którą wzbudzamy w sobie będąc naprawdę wolni?  Jestem tego zdania, że należy w miarę możliwości budować w innych poczucie przynależności do małego świata, który często jest naszą Ojczyzną, odrzuca wielkomiejski zgiełk i panikę, bieganinę, która nie wnosi nic, prócz nieśmiałości względem drugiego człowieka. Zazwyczaj biorę wtedy do ręki książkę, czytając wersy – krok po kroku – odkrywam w sobie emocje, które jak korzeń suchego drzewa pragną deszczu. A przecież nie zawsze jest piękna pogoda i pomyślna temperatura. Lecąc nad morzem przedzieram się przez chmury, bez siły wytchnienia i bariery brzmienia ląduję na wyspie, która dzięki wierze, szlachetności i intelektowi nie okazuje się bezludna. Pomimo różnić – języków, wyznań, kolorów skóry, zadaję sobie pytanie o powinność, która ciąży nade mną jako Człowiekiem Emocji, Intelektu i Woli, biorę pod pachę książkę i odchodzę w świat fantazji. Czasami kaprysów historii i fanaberii bytu, przeciwności kolei życia, ale i scenopisu, który przygotował dla mnie tę historię.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.